Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ekranizacja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ekranizacja. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 24 stycznia 2019

„Płomienie” w reżyserii Chang-donge'a Lee i opowiadanie Harukiego Murakamiego. Dlaczego warto poświęcić im uwagę?

za zamkniętymi okładkami burning movie



Niedawno w kinach pojawił się film „Płomienie”, będący ekranizacją opowiadania „Spalenie stodoły” japońskiego pisarza Harukiego Murakamiego ze zbioru zatytułowanego „Zniknięcie słonia”. Film jest produkcji koreańskiej i jest tegorocznym kandydatem do Oskara Korei Południowej. Równie dobry co opowiadanie, czy może nawet lepszy?

W ubiegłym roku pisałam o ekranizacji opowiadania Neila Gaimana, gdzie opisywałam również, dlaczego lubię właśnie ekranizacje opowiadań, nie powieści. Zwyczajnie łatwiej wtedy wypaść filmowi dobrze, ponieważ kiedy porównujemy powieść z jej ekranizacją, może ona być co najwyżej równie dobra, co książka. W przypadku opowiadań jest inaczej, bo reżyser rozbudowuje treści, zamiast je ciąć; przy tym cięciu czasem gdzieś ginie głębia. Jednak w przypadku „Płomieni” porównanie filmu z opowiadaniem daje nam wnioski, których się nie spodziewałam. Ale o tym później ... 

za zamkniętymi okładkami recenzje książek

Zacznijmy od opowiadania, bo to od niego się wszystko zaczęło. Przedstawia ono pewną historię z perspektywy trzydziestojednoletniego mężczyzny, który na weselu znajomego poznaje dziewczynę. Jest ona postacią typową dla bohaterów Murakamiego, to znaczy stanowi pewną osobliwość, a bohatera napawa ciekawością. Z biegiem wydarzeń kobieta poznaje jeszcze jednego mężczyznę, przez którego zmienia się życie mężczyzny i kobiety. Opowiadanie zawiera w sobie metaforę, którą pojmujemy wraz z jego ostatnim zdaniem. Jest to opowieść tajemnicza, atmosferą przypominała mi powieść „Tańcz, tańcz, tańcz”. Niewątpliwie pozostawia w czytelniku wiele emocji.

Znalezione obrazy dla zapytania burning movie
„Płomienie” są thrillerem, który z opowiadania japońskiego pisarza wyciągnął wszystko, co najlepsze. Ogólny pomysł i metafora pozostają te same. Role bohaterów w znacznie rozbudowano, dokładniej przedstawiając ich emocje, zmieniając życiorysy, przestawiając wydarzenia tak, aby lepiej zbudować napięcie w tej dłuższej formie. Te same pozostały natomiast najważniejsze kwestie w opowiadaniu - choć ze względu na zmianę Japonii na Koreę, stodoły przemieniły się w szklarnie.


W filmie poza tym są elementy typowe dla powieści Murakamiego, przede wszsytkim chodzi o głównego bohatera. Jest samotny, wyobcowany, jego odizolowanie odzwierciedla również jego dom, stojący na głębokiej wsi, a Murakami właśnie na samotnych mężczyznach najczęściej skupia uwagę. Ponadto utrzymany został indywidualizm dziewczyny. Sposób wypowiadania i zachowania się bohaterów w „Płomieniach” też jest bardzo zbieżny z tym, jakie dialogi mógłby ułożyć Murakami, gdyby tylko „Spalenie stodoły” było powieścią. Myślę jednak, że autor stworzyłby inne zakończenie, ale nie oznacza to, że jednoznacznie mi się ono nie podobało.

Ciekawe było również przedstawienie środowiska Korei Południowej, kiedy życie bogatych spotkało życie zwykłych ludzi. Wyobcowanie o którym pisałam wyżej było uwidocznione właśnie w tym zjawisku, kiedy nagle młody pisarz (główny bohater) znalazł się obok zamożnego, wyniosłego mężczyzny, którego przypadkowo spotkała dziewczyna. Jego majątek potęguje uczucie nieufności wobec niego - widzimy, że jest bogaty, ale nie wiemy dlaczego, dlatego główny bohater mówi o nim 'Wielki Gatsby'.

Klimatem „Płomienie” kojarzą mi się z „Zaginioną dziewczyną”, którą uważam za świetny film; choć ta pierwsza ekranizacja ma w sobie większy spokój, niepokój bohaterów nie jest tak wyraźnie wyrażony przez zewnętrzne czynniki.
Choć przez wcześniejszą lekturę wiedziałam od początku, o co w przedstawionej historii chodziło, 148 minut filmu obejrzałam z ciekawością i w skupieniu. Chciałabym się jeszcze odwołać do swojej wcześniejszej uwagi o wnioskach z porównania opowiadania z filmem. Kiedy wyszłam z kina dotarło do mnie, że Murakami w kilkunastu stronach „Spalonych stodół” był w stanie przekazać mi tak właściwie te same emocje, które wywołał u mnie dobry, bardzo długi film. Choć te dwa dzieła różnią się od siebie, możemy rozpocząć poznawanie ich zarówno od przeczytania opowiadania, jak i od obejrzenia filmu. W obu przypadkach nic nie stracimy. 

czwartek, 23 sierpnia 2018

„Jak rozmawiać z dziewczynami na prywatkach”, reż.John Cameron Mitchell - kilka zachwytów nad ekranizacją opowiadania Neila Gaimana

Podobny obraz
Źródło: https://i0.wp.com/www.ageratingjuju.com/wp-content/uploads/2018/05/How-to-Talk-to-Girls-at-Parties-Age-Rating-2018-Movie-Poster-Images-and-wallpapers.jpg?fit=1044%2C588&ssl=1

Prawie nigdy nie oglądam ekranizacji powieści, bo trudno znaleźć taką, która by wnosiła coś wartościowego do moich wyobrażeń i przemyśleń z lektury. Inaczej jest z opowiadaniami, które według mnie stanowią dla filmu świetną podkładkę; na dużym ekranie można wtedy rozbudować fabułę, lub lepiej zobrazować bohaterów dzięki dobrej grze aktorów. Dlatego bardzo podobała mi się ekranizacja „Tajemnicy Brokeback Mountain”, opowiadania Annie Proulx, które przekształciło się w film pod reżyserią Ang'a Lee - gra aktorska Heath'a Ledgera i Jake'a Gyllenhaala wyniosła napisaną przez Proulx historię na zupełnie inny poziom.
Dzisiaj jednak skupię się na innym sposobie przekuwania opowiadania w film, ponieważ miałam okazję obejrzeć „Jak rozmawiać z dziewczynami na prywatkach”, czyli ekranizację rozpoczynającą się sceną z opowiadania Neila Gaimana, a idącą w kierunku, który był już inwencją twórców filmu.




Opowiadanie „Jak rozmawiać z dziewczynami na prywatkach” zostało wydane przez wydawnictwo Mag w zbiorze opowiadań „Rzeczy ulotne”. Jest to krótka historia o otwartej kompozycji, dotycząca dwóch chłopaków, którzy trafili na niewłaściwą imprezę. Jeśli kiedykolwiek czytaliście prace Gaimana, to możecie się domyślać, że musiało się tu wydarzyć coś dziwnego. Z dziewczynami na tytułowej prywatce jest "coś nie tak", a opowiadanie wydaje się nam mówić coś więcej, niż jak wyglądała niestandardowa noc z życia dwóch punków, jednak spotyka się to z wieloma interpretacjami. Twórcy filmu mieli własną, bardzo rozbudowaną - z niepozornego opowiadania stworzono wielotematyczne dzieło, zdecydowanie zdziwaczałe, ale poruszające w człowieku to coś, za co kocha się kinematografię.
Może to po prostu przedstawiony w „Jak podrywać dziewczyny na prywatkach” świat wciąga na tyle, że kiedy się w nim znajdujemy to odkrywamy coś nowego?

How to Talk to Girls at Parties Movie Review
Źródło: https://static.rogerebert.com/uploads/review/primary_image/reviews/how-to-talk-to-girls-at-parties-2018/hero_girls-parties.jpg
A oto tych kilka zachwytów, czyli dlaczego film poruszył mnie na tyle, że postanowiłam poświęcić mu trochę miejsca na tej stronie:


  • Jest to połączenie kilku gatunków, i ciężko ten film jednoznacznie sklasyfikować. Mamy tu wątek romantyczny, sporą dawkę science fiction, ktoś mógłby to też postrzegać jako dokumentalne przedstawienie czasów punku.
  • Czasy muzyki punkowej w Anglii i ideologia z nimi związana. Enn, główny bohater, nie czuje zainteresowania dziewczyną poznaną na imprezie tylko dlatego, że ma ją za dziwną. Dla niego uosabia ona ten nurt.
  • W związku z powyższym mamy ciekawy soundtrack.
  • Dużo tu abstrakcji, ale fabuła jest logiczna i zrozumiała.
  • Film jest szeroko zakrojoną interpretacją opowiadania, do którego każdy może sobie dużo dopowiedzieć; z filmem mamy to samo, widz może to rozbudować o swoje interpretacje. Jak (mniej więcej) powiedział w filmie Enn, zawodowiec w dziedzinie podrywu dziewczyn z nie swojej planety: „Jesteś ty, i jest dziewczyna, ale jak jesteście razem, to stajecie się jeszcze czymś innym.” Jest opowiadanie, i jest ten film, ale patrząc na nie całościowo, stają się one jeszcze czymś innym.
  • To się spodoba każdemu, kto jest fanem Gaimana, bo choć jest tu tylko niewielka część  jego twórczości, to taka historia równie dobrze mogłaby być fabułą powieści tego pisarza.
  • Eteryczna Elle Fanning w roli ukazującej delikatność i charakter jednocześnie.
  • Po co czytać to dalej, jakby się jeszcze wystarczająco wielu powodów ku obejrzeniu filmu nie miało? Nie ma już co śledzić wzrokiem tego układu słów, lepiej po prostu pójść do kina po własne wrażenia i myśli. Film podobno wywołał mieszane uczucia na festiwalu w Cannes, ale moje były jak najbardziej pozytywne.
Znalezione obrazy dla zapytania how to talk to girls at parties comic
Źródło: http://www.weseetheworldinbendaydots.com/uploads/7/5/7/0/75709061/how-to-talk-to-girls-at-parties-banner.jpg?1473810772


Mam nadzieję, że już rozumiecie, dlaczego lubię ekranizacje opowiadań. A jeśli Wy lubicie komiksy, to mam dobre wieści; opowiadanie Gaimana nie tylko było inspiracją do powstania filmu, zostało też przetworzone na formę obrazkową pod tym samym tytułem.