Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lekarz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lekarz. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 stycznia 2020

Bajkowy świat istot z lasu - ,,Dziewczyna o chabrowych oczach", Catherine Cachée. Recenzja

Recenzja fantasy za zamkniętymi okładkami powieść
Odkrywaniu nowych miejsc może towarzyszyć ciekawość i otwartość, ale nie zawsze. Czasem trudno jest się odnaleźć w nowym otoczeniu - szczególnie jeśli niedawno musieliśmy opuścić wieloletni dom, a czyhający na każdym kroku nieprzyjaciele zmuszają nas do nieustannego ukrywania się. W książce ,,Dziewczyna o chabrowych oczach", główne bohaterki muszą ułożyć sobie życie w obcym środowisku, ale to nie ich jedyny kłopot. Miejsce, do którego trafiły, zamieszkiwane jest przez istoty zupełnie od nich odmienne - okrutnych ludzi...

Catherine Cachée to pseudonim, pod którym ukrywa się polska pisarka, a powieść ,,Dziewczyna o chabrowych oczach" to jej debiut. Stworzona przez nią historia toczy się we Francji, a przedstawiony w niej brak porozumienia między ludźmi, a magicznymi istotami z  miasteczka Paix jest źródłem tragicznych, ale i szczęśliwych wydarzeń. Bo kiedy nagle jesteśmy zmuszeni zrobić to, czego od zawsze się obawialiśmy, może się okazać, że spotkało nas nieszczęście, albo wręcz przeciwnie - że to dla nas szansa, aby przeżyć najpiękniejsze chwile w życiu.

,,Dziewczyna o chabrowych oczach" to zdecydowanie baśniowa historia, na którą składają się magia, miłość, przyjaźń, ale i złe charaktery. Główna bohaterka jawi nam się jako prawdziwa wróżka - potrafi sporządzać uzdrawiające, ziołowe eliksiry, ma magiczny wisiorek i czarnego kota - ale kim tak właściwie jest? Człowiek z jej perspektywy jest istotą, która potrafi być egoistyczna i zmierzać do władzy po trupach, ale z biegiem czasu zauważa również, że może być kochający i wdzięczny. Zazwyczaj w historiach (i w rzeczywistości) to my stawiamy się na piedestale i dajemy sobie prawo do strachu przed "obcym", niezależnie czy jest to kosmita z science fiction, człowiek o innej kulturze, czy nieznane nam zwierzę. Zastanawiamy się, jakie niebezpieczeństwo może nam grozić z drugiej strony, a zupełnie nie myślimy o tym, że być może my sami stanowimy dla kogoś zagrożenie. W tej powieści możemy jednak spojrzeć na siebie z dystansem.

Dzięki baśniowości książka się wyróżnia - łatwiej trafić na powieść, w której opisy strasznych wydarzeń są dla czytelnika druzgocące, niż na taką, która cały czas tchnie ciepłem.
Narrator pozbawiony jest ironii, a o uczuciach bohaterów dowiadujemy się z dialogów, nie z opisu ich wewnętrznych rozterek. To sprawia, że książkę czyta się lekko, czasem wręcz można zatęsknić za bardziej wymagającą formą.

Nie należy bać się zmian. Są elementem życia każdego z nas i nawet jeśli sami nie chcemy podjąć działania, one nadejdą - zarówno te dobre, jak i złe. Jeśli się na nie otworzymy, będziemy starali dostosować się do sytuacji - dostaniemy szansę na odnaleznie szczęścia i spokoju. Jeśli zaś nie przestaniemy się bać naszej nowego położenia, zawsze będziemy żyli w strachu. I to właśnie udowadnia nam historia kobiet z ,,Dziewczyny o chabrowych oczach".

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Novae Res.

poniedziałek, 10 grudnia 2018

Wyspa szaleńców - „And then there were none”, Agatha Christie. Recenzja

And then there were none - Ten little Indians
Agatha Christie, mimo popularności, jaką cieszą się dzisiaj powieści kryminalne, wciąż pozostaje niekwestionowaną królową gatunku. Pisała książki nieprzepakowane wątkami zbędnymi, skupiające uwagę czytelnika tylko na tych poczynaniach bohaterów, które związane były ze śledztwem, a mimo to jej zagadki i tak pozostawały nierozwiązane do ostatnich stron. Mimo tych walorów, które dotyczą również „And then there were none” (w Polsce ,,I nie było już nikogo"), mi w tej krótkiej powieści przypadł do gustu przede wszystkim pomysł.

„One little Indian boy left all alone;
He went and hanged himself and then there were none.”

Niewiele osób czułoby się komfortowo, gdyby pozostawiono Nas z grupą obcych w miejscu bez wyjścia, i kiedy doskwierałby Nam brak możliwości kontaktu ze światem. Taką sytuację opisuje Christie w powieści, której bohaterowie chyba woleliby już znaleźć się na wyspie bezludnej, niż na takiej wśród innych ludzi. Może nie doskwierała im samotność, ale za to znaleźli się w domu nieodgadnionego właściciela, gdzie stali się ofiarami wyszukanej intrygi. W tej historii nikt się nawet specjalnie nie zastanawia, dlaczego morderca posługuje się wzorem z rymowanej wyliczanki dla dzieci. Oszołomieni bohaterowie, z biegiem wydarzeń w głowach zaczynają mieć jedynie czystą panikę, która pomaga w szybkim reagowaniu, ale nie w przeprowadzaniu głębokich analiz. Jedyne, co się zaczyna liczyć, to przetrwanie.Tylko kto jest mordercą, i jak w ogóle wszystkie przedstawione wydarzenia są w stanie być zaplanowane z góry przez jeden umysł?


"Remember this island when I was a kid. Never thought I'd be doing this sort of a job in a house here. Good thing, perhaps, that one can't foresee the future...'"

Jedno nie ulega wątpliwości - żeby stworzyć taką historię, Christie musiała mieć umysł genialny. Zdania na temat powieści są różne, a według mnie zarówno osoby ją chwalące, jak  i zaznaczające niepodobające im się aspekty, mają rację - wszystko zależy od naszego podejścia.
Jako jeden z mankamentów podaje się brak możliwości polubienia bohaterów, spowodowany przez niewielką ilość opisów dotyczących ich osobowości. Jak jednak pisałam wyżej, Christie skupia się na intrydze. Mogę dodać, że bardzo podoba mi się uzyskany przez to efekt - w opisach śmierci boahterów nie ma jednej wielkiej i niepotrzebnej makabry, przez którą rzadko sięgam po powieści z tego gatunku...
W każdym razie przez popularność książki, najpewniej samemu warto się przekonać o jej wnętrzu.
Po „And then there were none”, biorąc pod uwagę niestraszący trudnością język, można sięgnąć w oryginale, aby jak najlepiej wczuć się w klimat ogarniętej paniką angielskiej wyspy. To nie tylko dobry kryminał, ale też rzetelne, choć niewielkie objętościowo, studium zachowań ludzi owładniętych strachem. Christie nie zawodzi.




Agatha Christie (ur.1890 roku, zm.1976) - Agatha Mary Clarissa Miller Christie, brytyjska autorka powieści kryminalnych i obyczajowych. Napisała 66 powieści detektywistycznych i 6 romansów pod nazwiskiem Mary Westmacott; wydnano też 14 zbiorów jej opowiadań. Najlepiej sprzedająca się autorka wszech czasów - sprzedano ponad dwa miliardy egzemplarzy jej powieści. „And there were none” to najlepiej sprzedająca się na świecie powieść kryminalna. Twórczyni detektywa Poirot'a.

 


poniedziałek, 23 lipca 2018

Polski wymiar 'nie'sprawiedliwości - „Polska odwraca oczy”, Justyna Kopińska. Recenzja

Reportaże Justyny Kopińskiej to przede wszystkim droga do ukarania przestępcy, tam gdzie organy ścigania i sądy poruszają się jak w błocie, wolno i nieskutecznie, nie przykładając do spraw odpowiedniej wagi. Jednak dzięki dziennikarskiej interwencji, upublicznianiu przestępstw i nagłaśnianiu ich, często następuje przyspieszenie niezbędnych działań. Doniesień niewygodnych i spraw trudnych nie zamiata się już pod dywan.
W „Polska odwraca oczy” mamy również reportaże zwyczajnie poruszające, takie jak to opowiadające o niedosłyszącym młodym mężczyźnie, dla którego ciężko było wykopać drogę ku kształceniu się, pomimo muzycznego talentu. W Polsce lepiej nie być niepełnosprawnym.
Dzięki płynnemu i dynamicznemu stylowi, w którym mamy same konkrety, reportaże stanowią książkę, której warto poświęcić czas i myśli... poświęcić trzeba też nerwy, bo od większości opisanych wydarzeń robi się po prostu słabo.

Rozmowa z żoną Mariusza Trynkiewicza to z pewnością mocny wstęp. Podejmując rozmowę z dziennikarką, Anna prawdopodobnie starała się zmienić wizerunek poślubionego w więzieniu męża. Według niej to media rozpowszechniają fałszywe wiadomości o ,,jej Mariuszku" jako o psychopacie, w rzeczywistości ma to być po prostu były morderca - inteligenty, delikatny, znający historię i sztukę.
Jednak przez swoje niespotykane opinie, kobieta wywiera na czytelniku piorunujące wrażenie osoby, która zgubiła gdzieś swoją moralność i nie potrafiła jej znaleźć. Jako matka jest w stanie powiedzieć: „ Nawet gdyby ktoś zgwałcił czy zamordował moją córkę, to nie życzyłabym mu śmierci. Dwadzieścia pięć lat więzienia to również zbyt okrutna kara”. A przecież mówimy o zabójcy czterech nastolatków...
Pani Ania dokłada do tego opinię, że ci chłopcy po wyrośnięciu staliby się złoczyńcami; że nie poszliby do mieszkania Mariusza na obiecane im strzelanie z wiatrówki, gdyby tylko mieli rozum. Zdaniem „To była ich decyzja, że nie żyją” bezcześci swoją szansę na pozytywny odbiór jej wypowiedzi, i maluje siebie jako osobę omamioną przez męża, schwytaną w pułapkę olśniewającej osobowości człowieka, który wszystkich innych niepokoi.
Gdybym była bardziej cyniczna, może naszłaby mnie chęć powiedzenia pani Annie o innych wrażliwych więźniach znanych historii, takich jak Al Capone, który w Alcatraz do utworu czeskiego kompozytora napisał słowa „Boskie dźwięki humoreski, poruszacie i napełniacie moje serce...”. Czy jego też, przez tę urzekającą wrażliwość, chętnie by poślubiła? A może to prestiż tej postaci wpłynąłby na decyzję? Odpowiedzi na te kwestie podpowiedziałyby nam, skąd może wynikać absolutna obojętność wobec przeszłości człowieka, za którego postanowiła wyjść.

Inny raportaż dotyczy ordynator Annę M, na którą w gdańskim szpitalu psychiatrycznym pacjenci mówili ,,Hitler" lub ,,gestapowiec". Z jej polecenia nastolatków z oddziału XXIII przypinano pasami do łóżka na kilka miesięcy, podając im silne leki; zmuszano ich do biegu w bieliźnie i bez obuwia w kilkunastostopniowym mrozie; kazano bez powodu cały dzień stać na baczność na korytarzu; wyzywano i poniżano w okrutny sposób.
Ponieważ rozprawa w sądzie dotycząca jej znęcania odbyła się dopiero pięć lat po tych makabrycznych wydarzeniach, Anna M. mogła dalej prowadzić z pacjentami ,,leczenie", bez żadnego nadzoru. Policja i prokuratura działają w ten sposób również w sprawach zaginięć dzieci i morderstw - powoli, najlepiej jeśli wszystkie dowody zbiorą się same.
Justyna Kopińska w rozmowach z bliskimi ofiar, policjantami i prokuraturą przybliża czytelnikowi system, który stoi za tak nieumiejętnym ściganiem przestępców.
Okazuje się, że w pracy śledczych najważniejsze są statystyki. Dlatego średnia odnalezionych morderców jest w Polsce o ponad dwadzieścia procent wyższa, niż w innych krajach europejskich, stosujących lepsze metody. U nas większość spraw, gdzie są poważne przesłanki do podejrzewania zabójstwa, zamiast badana jest archiwizowana. Procenty muszą się zgadzać, inaczej policja w danym okręgu uważana jest za niekompetentną. Ambitnym śledczym, chcącym pracować nad dochodzeniami trudnymi, grozi się wyrzuceniem z pracy; tacy ludzie nie mieliby również szansy na awans. Liczy się ilość rozwiązanych spraw, na ich trudność się nie patrzy. Korzystne jest również klasyfikowanie przez prokuraturę morderstwa jako nieumyślnego spowodowania śmierci.

,,Z powodu przymusu podciągania statystyk, tych najbardziej  niebezpiecznych przestępców, którzy potrafili ukryć ciało i mogą zamordować ponownie, traktujemy najłagodniej."

Wymiar sprawiedliwości działa w taki sposób, że często nie ma nikogo, kto byłby winny odraczaniu sprawy i błędach w jej prowadzeniu. Przez przedłużanie pobytu bandytów na wolności, lista ofiar się wydłuża, jednak gdy dziennikarka dzwoni po informacje, chce dowiedzieć się, kto za tym stoi, słyszy tylko: ,,Proszę spytać policję", a potem ,,Nad sprawą nadzór miała prokuratura. My nie odpowiadamy na to pytanie". Kiedy kobieta dalej drąży, dostaje odpowiedź: ,,Może pani napisać pismo, a my odmówimy".

Ofiarom opisanym w reportażach często się nie wierzyło, w końcu do zeznań pacjentów szpitala psychiatrycznego, dzieci z biednych rodzin i więźniów, podchodzić trzeba z rezerwą. Kobiecie zgwałconej policjantka wmawiała, że zmyśla, i że trzeba było krzyczeć głośniej, a oprawcę kopać mocniej. Później umorzyła sprawę.
Nikt nie chciał uwierzyć dzieciom, że siostra zakonna pobiła kogoś do nieprzytomności, bo habit tworzy autorytet. O wielu bulwersujących sprawach w Polsce nie wiemy, dopiero dążąc do sprawiedliwości we własnej sprawie zauważamy, jak wadliwe jest prawo.

Gdy Anna M. źle traktowała pacjentów i skazywała ich na wymyślne kary, salowi i pielęgniarki jedynie obserwowali koszmar, przez który codziennie przechodzili nastolatkowie. Musiał minąć długi czas, zanim ktoś z nich w końcu odpowiednio zareagował i opowiedział o przestępstwach odpowiednim służbom. Policjanci wiedzą, że przymus trzymania się statystyk i nieskupianie na dobru ofiar to podły wymysł, jednak tak samo jak pielęgniarki w gdańskim szpitalu, boją się stracić pracę, jeśli nie posłuchają rozkazów z góry. Przez nieprzystosowanie prawa do rzeczywistości i bierność policjantów, liczba bandytów niepostawionych przed sądem ciągle wzrasta.
Czy aby tutaj nastąpiła jakaś zmiana, też będzie trzeba jeszcze długo czekać?



Justyna Kopińska to polska reporterka, socjolog, i dziennikarka pisząca dla Gazety Wyborczej. Jest laureatką wielu nagród - najbardziej prestiżowa to European Press Prize, otrzymana za reportaż ,,Oddział chorych ze strachu''. Dąży do prawdy i, jak mówi, nie zależy jej na rozmowach z ludźmi z pierwszych stron gazet, woli docierać do tych, którzy mają do opowiedzenia ciekawe historie, a nikt ich o nie nigdy nie zapytał.

poniedziałek, 2 lipca 2018

Australijskie trupy w birmańskiej dżungli - ,,Ścieżki Północy", Richard Flanagan. Recenzja

za zamkniętymi okładkami recenzje książek


Historia jest ważna. Właśnie dlatego nie odłożyłam nazwanych po tomiku poezji Bashō ,,Ścieżek Północy" na półkę, kiedy po raz kolejny robiło mi się słabo. To opisane w powieści sceny z życia jeńców wojennych robiły na mnie takie wrażenie. Jednak kim bym była, wiedząc, że życie Australijczyków zagarniętych do budowy Kolei Birmańskiej wyglądało jak piekło, a ja nie byłabym o tym nawet w stanie czytać?

Rok 1942. Wtedy na zlecenie Japonii zaczyna się mordercza praca przy tak zwanej Kolei Śmierci, przy której zginęło około 120. tys. ludzi. Jak sam autor powiedział, "More people died, than there are words in my book". Bohaterowie ,,Ścieżek Północy" albo wliczają się do tej sumy, albo stają się nieszczęśliwcami, dla których do końca życia czas spędzony w obozie będzie wyznacznikiem wszystkiego.

,,Synowie coraz częściej korygowali jego wspomnienia. A co oni, do cholery, wiedzą na ten temat? Najwyraźniej wiedzieli o wiele więcej niż on. Historycy, dziennikarze, realizatorzy filmów dokumentalnych, a nawet jego rodzina, niech ją cholera weźmie, wytykała mu pomyłki, niekonsekwencje, lapsusy i zwykłe sprzeczności w jego różniących się od siebie relacjach. A kim on niby miał być? Encyklopedią Britannicą, do cholery? Wziął udział w tej wojnie. To wszystko."

 Richard Flanagan daje czytelnikowi powieść skłaniającą do myślenia, nieoczywistą. Żadnej kwestii nie pozostawia obojętnej lub jednoznacznej, dlatego istotne dla tej książki są też losy Japończyków i Koreańczyków utrzymujących rygor w obozie. Mamy tu nie tylko opisy ich okrucieństwa, ale również drogę, jaką ci ludzie pokonali przed i po Kolei Śmierci, przez które jeszcze raz musimy przemyśleć naszą rzeczywistość. To, jakiej prawdzie na pewno chcemy zaufać. Bo czy jeśli człowiek zostanie nauczony odnajdywać wolność tylko w okrucieństwie, zasługuje on na absolutne potępienie za popełnione zbrodnie?

,,Prywatnie zadawali sobie jedno pytanie - jeżeli oni sami i ich działania byli po prostu wyrazem woli cesarza, to dlaczego cesarz pozostaje na wolności? Dlaczego Amerykanie popierają cesarza, a wieszają ich, którzy byli tylko narzędziem w jego ręku?"

 ,,Ścieżki Północy" to dla mnie przede wszystkim prawda historyczna, plastyczne opisy życia w obozie jenieckim, których po prostu nie da się nie czytać - z szacunku do poległych. Książka omawia też wszystkie uczucia i przekonania z wojną i śmiercią związane, ale jak na dobrą powieść przystało, skupia w sobie wiele wątków.

Historia lekarza Dorriga Evansa to, można powiedzieć, oś tej powieści, ponieważ towarzyszymy temu bohaterowi całe jego życie. Za jego pośrednictwem poznajemy miłość, którą zależnie od sytuacji zawsze odczuwa się inaczej. Jest to miłość różna, do ukochanej osoby, której obraz trzyma nas przy życiu w najgorszych chwilach, miłość do żony, do dzieci, do kochanek.

 ,,Zabrakło ostatniej stronicy. Książka jego życia po prostu się urwała. Pod nim było tylko błoto, a nad nim ohydne niebo. Zabraknie mu spokoju i nadziei. Ta historia miłosna będzie trwać już zawsze, całą wieczność, aż do końca świata.
Będzie żył w piekle, bo miłość także jest piekłem. "

Powieść Richarda Flanagana to najlepsze, co dotychczas przeczytałam w tym roku. Podobała mi się ze względu na rzadko omawianą kwestię, bo motywy II wojny światowej w literaturze to najczęściej skupienie na Żydach i Hitlerze, ze względu na styl i tyle myśli, zmieszczonych na niecałych pięciuset stronach. To mocna książka, która wymaga dojrzałości, ale zapadająca w pamięć jak mało która.




Richard Flanagan to australijski pisarz z Tasmanii; za ,,Ścieżki Północy", napisane w hołdzie ojcu, który sam był jeńcem przy budowie Kolei Śmierci, w 2014 roku dostał prestiżową nagrodę Bookera. Ostateczny rękopis powieści oddał w dniu śmierci ojca - chciał skończyć książkę przed jego śmiercią, i udało mu się to po dwunastu latach pracy. Życiorys pisarza okazał się na tyle ciekawy, że w 2015 roku przekuto go w film o tytule Life after Death. Obecnie Flanagan mieszka na Tasmanii w Hobart, z żoną i trzema córkami.