Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fantastyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fantastyka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 stycznia 2020

Bajkowy świat istot z lasu - ,,Dziewczyna o chabrowych oczach", Catherine Cachée. Recenzja

Recenzja fantasy za zamkniętymi okładkami powieść
Odkrywaniu nowych miejsc może towarzyszyć ciekawość i otwartość, ale nie zawsze. Czasem trudno jest się odnaleźć w nowym otoczeniu - szczególnie jeśli niedawno musieliśmy opuścić wieloletni dom, a czyhający na każdym kroku nieprzyjaciele zmuszają nas do nieustannego ukrywania się. W książce ,,Dziewczyna o chabrowych oczach", główne bohaterki muszą ułożyć sobie życie w obcym środowisku, ale to nie ich jedyny kłopot. Miejsce, do którego trafiły, zamieszkiwane jest przez istoty zupełnie od nich odmienne - okrutnych ludzi...

Catherine Cachée to pseudonim, pod którym ukrywa się polska pisarka, a powieść ,,Dziewczyna o chabrowych oczach" to jej debiut. Stworzona przez nią historia toczy się we Francji, a przedstawiony w niej brak porozumienia między ludźmi, a magicznymi istotami z  miasteczka Paix jest źródłem tragicznych, ale i szczęśliwych wydarzeń. Bo kiedy nagle jesteśmy zmuszeni zrobić to, czego od zawsze się obawialiśmy, może się okazać, że spotkało nas nieszczęście, albo wręcz przeciwnie - że to dla nas szansa, aby przeżyć najpiękniejsze chwile w życiu.

,,Dziewczyna o chabrowych oczach" to zdecydowanie baśniowa historia, na którą składają się magia, miłość, przyjaźń, ale i złe charaktery. Główna bohaterka jawi nam się jako prawdziwa wróżka - potrafi sporządzać uzdrawiające, ziołowe eliksiry, ma magiczny wisiorek i czarnego kota - ale kim tak właściwie jest? Człowiek z jej perspektywy jest istotą, która potrafi być egoistyczna i zmierzać do władzy po trupach, ale z biegiem czasu zauważa również, że może być kochający i wdzięczny. Zazwyczaj w historiach (i w rzeczywistości) to my stawiamy się na piedestale i dajemy sobie prawo do strachu przed "obcym", niezależnie czy jest to kosmita z science fiction, człowiek o innej kulturze, czy nieznane nam zwierzę. Zastanawiamy się, jakie niebezpieczeństwo może nam grozić z drugiej strony, a zupełnie nie myślimy o tym, że być może my sami stanowimy dla kogoś zagrożenie. W tej powieści możemy jednak spojrzeć na siebie z dystansem.

Dzięki baśniowości książka się wyróżnia - łatwiej trafić na powieść, w której opisy strasznych wydarzeń są dla czytelnika druzgocące, niż na taką, która cały czas tchnie ciepłem.
Narrator pozbawiony jest ironii, a o uczuciach bohaterów dowiadujemy się z dialogów, nie z opisu ich wewnętrznych rozterek. To sprawia, że książkę czyta się lekko, czasem wręcz można zatęsknić za bardziej wymagającą formą.

Nie należy bać się zmian. Są elementem życia każdego z nas i nawet jeśli sami nie chcemy podjąć działania, one nadejdą - zarówno te dobre, jak i złe. Jeśli się na nie otworzymy, będziemy starali dostosować się do sytuacji - dostaniemy szansę na odnaleznie szczęścia i spokoju. Jeśli zaś nie przestaniemy się bać naszej nowego położenia, zawsze będziemy żyli w strachu. I to właśnie udowadnia nam historia kobiet z ,,Dziewczyny o chabrowych oczach".

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Novae Res.

poniedziałek, 13 maja 2019

Jak być wojownikiem, kiedy nie chcesz walczyć - „Crown of Midnight”, Sarah J. Maas. Recenzja

Recenzje książek fantastyka
Recenzja „Crown of Midnight” mówi o drugiej części serii Szklany Tron, dlatego zawiera nawiązania do części pierwszej.

Celaena wygrywa konkurs, zostaje więc osobistym zabójcą króla. Okazuje się jednak, że choć Chaol i Dorian życzyli dziewczynie wygranej, nie są oni zadowoleni z jej zawodu - nagle dotarło do nich, że naprawdę chodzi w nim o zabijanie. Prawdziwe zabijanie, dacie wiarę? I dwóch przyjaciół z zamku nagle uznało, że piękna i miła dziewczyna nie powinna jednocześnie być morderczynią. Takie mądrości najwidoczniej przychodzą z wiekiem.
Tylko że prawda o zawodzie Celaeny jest zupełnie inna, niż się wszystkim wydaje. Tę prawdę znają tylko jej ofiary.

„She wouldn't mind working with him - but not in the way Roland meant. Her way would include a dagger, a shovel, and an unmarked grave."


Bazę treści drugiej części Szklanego Tronu stanowią uniki, które Celaena stosuje, aby nie musieć słuchać rozkazów króla. Robimy przeskok z jednej książki do drugiej, ale taki odstęp okazuje się być zbyt krótki, aby móc zminimalizować w głównej bohaterce mordercze instynkty, które odczuwa w obecności króla. O dziwo morderczych instynktów nie odczuwa w stosunku do tych, których polecono jej zabić. Mimo że kobieta w okresie „sprzed kopalni” pracowała jako zabójczyni pilnie wypełniając obowiązki, które jej powierzono, tutaj dorosła już do oszustwa i podążania za głosem serca - ryzykując życiem nie tylko swoim, ale również bliskich. Jej pragnienie wolności i niezależności od władcy, którym gardzi, przejawia się poprzez bunt wobec niego.


 „The world was beyond helping. Even if... even if she'd seen firsthand just how dangerous things could become - how much worse it could be."

W „Crown of Midnight” jest wszystko, czego dobra książka potrzebuje - ciekawe zagadki, wiele akcji, do tego wplecione mocne wątki relacji pomiędzy bohaterami. Dla takiej powieści warto czytać część pierwszą. Wydaje się, że ta różnica między dwoma książkami również jest powodem, dla którego czytelnicy są zadowoleni - mają porównanie, w którym „Crown of Midnight” wypada wyjątkowo pozytywnie.
W „Crown of Midnight” Sarah J. Maas udowadnia, że rozwija się jako pisarka, i że wszystkie zarzuty czytelników odnośnie wad pierwszej części wzięła sobie do serca.

„There is nothing complicated. It is the difference between right and wrong. The slaves in those camps have people who love them just as much as you loved my friend.”

Sarah J. Mass to amerykańska pisarka, autorka bestsellerów New York Times'a. Seria Szklany Tron została do tej pory przetłumaczona na trzydzieści pięć języków. Żyje w Pensylwanii wraz z mężem i psem; jest fanką filmów Disneya, a wolnych chwilach cieszy się pięknem natury stanu, w którym mieszka.

poniedziałek, 4 lutego 2019

Zabójca teź człowiek - „Throne of Glass”, Sarah J. Mass. Recenzja

recenzje książek za zamkniętymi okładkami
Znacie już Celaenę Sardothien, główną bohaterkę serii Szklany Tron i kobietę, w której imieniu jest zdecydowanie zbyt wiele samogłosek? Ja chciałam poznać ją już wcześniej, jednak pragnęłam przeczytać jej historię po angielsku, a dwa lata temu książka okazała się dla mnie za trudna. Ostatnio zaś ponownie spróbowałam przeczytać „Throne of Glass” i pochłonął mnie fantastyczny świat Erilei.

Celaena to nastoletnia dziewczyna, która dużą część swojego życia spędziła na zabijaniu. Dzięki temu stała się legendą, jednym z najlepszych zabójców. Ale kiedy zdradził ją człowiek, któremu ufała, trafiła do obozu pracy w kopalni - właśnie w tym okresie życia ją poznajemy. Dziewczyna dużo wycierpiała, ale los stawia przed nią jeszcze jedną szansę. Jednak jej podjęcie będzie wymagało odwrócenia się przez bohaterkę od własnych wartości. Czy Celaena zdecyduje się podjąć tę drogę ku wolności?

„You're remarkably judgmental.”
„What's the point in having a mind if you don't use it to make judgments?”
„What's the point in having a heart if you don't use it to spare others from the harsh judgments of your mind?

W „Throne of Glass”, niektóre treści są przerysowane; według mnie jest to wina tego, że autorka napisała tę historię mając szesnaście lat, aby poprawić i wydać ją w następnych latach. To pewne poczucie sztuczności dotyczy przede wszystkim nakreślenia postaci Celaeny, którą po pierwsze poznajemy nie od jej walecznej strony, tylko poprzez pryzmat innych ludzi, którzy się jej boją. Mało jest powodów, dla których mieliby taki strach odczuwać, po prostu - słyszeli, że ktoś jest słynnym mordercą, to się go obawiają. W myślach Celaeny pojawiają się poza tym różne sposoby na zabicie mijanych osób, ale te wyobrażenia nigdy nie zamieniają się w czyny. W związku z tym z początku postać tej bohaterki była dosyć rozmyta, tworzona poprzez pustosłowie i dopiero z biegiem wydarzeń mogłam w niej zacząć widzieć tę silną kobietę, jaką podobno miała być.

Mnóstwo jest tu elementów typowych dla fantastyki - Erilea z pierwszego tomu Szklanego Tronu jest władana przez okrutnego króla, któremu skutecznie udało wytępić się z królestwa wszelką magię. Tak mu się przynajmniej wydaje, bo lasy i zapomniane przejścia wciąż są pełne własnych tajemnic... 
Poza spełnianiem własnych celów, Celaena musi też sprostać wyzwaniom, jakie wymuszają na niej tajemnicze morderstwa. Giną mężczyźni, z którymi dziewczyna rywalizuje o wolność. Ale mimo jej ludobójczych myśli, przewijających się przez całą książkę, zabójczyni okazuje się być osobą poszukującą ... przyjaźni. Przez to poszukiwanie Calaena zbliża się do niektórych bohaterów, a są pośród nich tacy, którzy okazali się dosyć irytujący. Nie mam zamiaru pisać, kto według mnie taki jest, to już pozostawię waszej (być może) przyszłej refleksji w trakcie lektury.
Coraz bardziej poznając zabójczynię dostrzegamy poza tym, że nikomu, kto nie jest jej wrogi, krzywdy nie wyrządzi, nawet więcej, pomoże mu w potrzebie.

Ponieważ większa część wydarzeń z książki dzieje się w zamku i pojawia się tu motyw konkursu oraz wątek miłosny, akcja skojarzyła mi się z „Rywalkami” Kiery Cass, choć wspomnianej książki nie zapamiętałam jako najlepszej z możliwych; tymczasem „Throne of Glass” wydaje się być dobrym rozpoczęciem serii. Autorka nie ma specyficznego stylu pisania, jednak nadaje się to on do nakreślenia historii z gatunku fantasy, gdzie na pierwszym planie jest akcja, a nie wewnętrzne rozterki bohaterów. Momentami przeżywałam wydarzenia bardziej, czasami po prostu mi się podobały, ale w każdym razie z chęcią sięgnę po kolejne tomy - choćby i po to, aby odkryć więcej faktów z przeszłości Celaeny. 



Sarah J. Mass to amerykańska pisarka, autorka bestsellerów New York Times'a. Seria Szklany Tron została do tej pory przetłumaczona na trzydzieści pięć języków. Żyje w Pensylwanii wraz z mężem i psem; jest fanką filmów Disneya, a wolnych chwilach cieszy się pięknem natury stanu, w którym mieszka.

poniedziałek, 3 grudnia 2018

Koszmary codzienności - „Księga Jesiennych Demonów”, Jarosław Grzędowicz. Recenzja

Z jakimi trudnościami przychodzi Wam się mierzyć na co dzień? Choć każdy człowiek jest wyjątkowy, a jego umiejętności radzenia sobie z cierpieniem różne od tych innych ludzi, to w gruncie rzeczy gdyby wszystkie problemy, z jakimi mierzą się ludzie na świecie, włożyć do jednego worka, wcale nie byłby on aż tak bardzo wypchany...
Lęki, słabości, kłopoty po nieprzemyślanych decyzjach, braki w wyglądzie, charakterze i portfelu, zły sposób myślenia, trudności z dostosowaniem się do sytuacji, zła praca, brak pracy, samotność, przemoc, strata, uzależnienia, źle układający się związek, inność, choroby, wojna, terroryzm, głód.
Widzicie, wcale nie jest ich aż tak wiele. Tak właściwie każdą rozterkę można podpiąć pod któryś z powyższych problemów. A mimo to nawet jeden z nich jest Nas w stanie popsuć. Skrada się i któregoś dnia odbiera reszki szczęścia, lub też spada na człowieka z tupetem, odbierając mu dech w piersiach.
I Jarosław Grzędowicz, korzystając z Naszego współistnienia z problemami obu rodzajów, opisuje je w pięciu opowiadaniach, znajdujących się w całkiem przyjemnie zatytułowanej książce, czyli w „Księdze Jesiennych Demonów”.



„Są rzeczy, które przychodzą z wyższego świata i takie, które wychodzą z niższego. Choroby, niefart, kursy walut. Tak było, jest i będzie. Nie ma znaczenia, czy siedzisz w szałasie, jaskini, czy apartamencie. Dżungla jest wszędzie tam, gdzie ludzie.”


Które problemy Grzędowicz wybiera z worka, aby uczynić z nich główne motywy swoich prac? Gdybyśmy mieli zastąpić nimi tytuły opowiadań, byłyby to kolejno:
Braki w portfelu i brak pracy”,

„Zła praca, inność i trudności z dostosowaniem się do sytuacji”,

„Źle układający się związek, uzależnienia, przemoc i kłopoty po nieprzemyślanych decyzjach”,

„Zły sposób myślenia, braki w portfelu, źle układający się związek”

„Strata i samotność”.

Jednak to, że jestem w stanie w ten sposób te opowiadania opisać, nie sprawia, że nie ma w nich niczego więcej ponad wymienione wyżej słowa. Wręcz przeciwnie. Wyobraźcie sobie, jaki efekt można otrzymać, kiedy takie czynniki wymieszamy z porządną dawką fantazji. A jeśli jeszcze nie potraficie tego wyraźnie w głowach zobaczyć, nic straconego - wystarczy sięgnąć po książkę.

Autor z wplątywaniem swoich szalonych konceptów w życia zwykłych ludzi radzi sobie z drobnymi potknięciami, które czytelnik jest w stanie wybaczyć na rzecz przeżycia wielkiej, a nieraz i mniejszej, mieszczącej się na terenie jednego domu, przygody. Opisy są żywe, jednak ominęła je wulgarność, na którą czasem wpadamy przy czytaniu opowieści z pogranicza horroru. Możemy się jednak spodziewać języka, który jest bardzo ironiczny, a dodatkowo sposób myślenia przedstawiony na kartach książki jest często przepełniony wszelką negatywną perspektywą - i choć wiem, że bohaterowie przechodzili przez ciężkie okresy, mam wrażenie, że Jarosław Grzędowicz po prostu jest jednym z tych pisarzy, którzy bez dużej dozy sarkazmu się nie obejdą.


„Nie wiem, dlaczego tak wszystko komplikujecie. Głównie robicie te rzeczy, których wcale nie chcecie. I tak przez całe życie. A potem tego żałujecie. Ciężko być człowiekiem.”

Niezależnie od tego, czy sami toniecie w kłopotach, i książka ma być dla Was od nich ucieczką, czy też po prostu jesteście fanami fantastycznych opowieści, z którymi miło spędzić można mgliste, jesienne dni, „Księga jesiennych demonów” może się okazać lekturą idealną.



Jarosław Grzędowicz to polski pisarz, który zadebiutował w 1982 roku - w tygodniku Odgłosy ukazało się jego opowiadanie, „Azyl dla starych pilotów”. Jest autorem 4-tomowego cyklu „Pan Lodowego Ogrodu”. W latach 1993-2001 był redaktorem naczelnym czasopisma FENIX. Do tej pory wydano osiem jego książek.

poniedziałek, 27 sierpnia 2018

Laleczki nocy - „Sandman, zabawa w ciebie. Część I”, Neil Gaiman. Recenzja

Czy śnicie czasem koszmary lub sny zmieniające życie? „Sandman. Zabawa w ciebie. Część I” to pierwsza połowa piątego tomu Sandmana, komiksu, którego tomy można czytać po kolei, lub w dowolnej kolejności. Znalazłam odnośnie tej odsłony historii Króla Snów żartobliwą uwagę Gaimana: „[...]it's most people's least favourite volume, and I love it all the more for that.” W przeciwieństwie do pierwszego tomu Sandmana, tutaj fabuła skupia się nie na postaci tytułowej, a na ludziach i tym, co dla nich sny oznaczają.
„Wiesz, co jest najstraszniejszego w złych snach? To, że coś dzieje się w twojej głowie i nie możesz nad tym zapanować. Zupełnie, jakbyś kryła w sobie złe światy. Ale to tylko ty... Jakbyś zdradzała samą siebie.”
W tej odsłonie Sandmana skupiono się na psychozie, jaka ogarnia umysł człowieka, kiedy ten śni. Poprzez sny bohaterów ukazane zostały ich niepokoje, a granica między tym co wyśnione, a rzeczywiste, zaczyna się zacierać. Co zrobisz, gdy okaże się, że Twoje sny są w rzeczywistości Twoim życiem?

Również poziom grozy nabrał tu zupełnie innego wymiaru niż w „Sandman. Preludia i Nokturny”. W „Zabawie w ciebie”, gdy jednej z bohaterek zrobiło się niedobrze, słabo zrobiło się i mnie. W jednym z rozdziałów (każdy z nich nazwany jest tytułem piosenki) mamy makabrę podaną bez znieczulenia.

Do przeczytania dla fanów abstrakcji wkraczającej w rzeczywistość i koszmarów znalezionych w niespodziewanych miejscach. 




Neil Gaiman to brytyjski pisarz (co rzuci Wam się w uszy, jeśli zechcecie kiedyś posłuchać któregoś z czytanych przez niego audiobooków), tworzący powieści dla dzieci i dorosłych, komiksy i opowiadania. Niektóre z nich zostały zekranizowane, na przykład strasząca młodszych "Koralina". Jest laureatem wielu wielu nagród, również World Fantasy Award - Gaiman był pierwszym, który otrzymał ją za komiks. Zawsze ubrany na czarno miłośnik kotów, który w polskiej literaturze najbardziej ceni ,,Rękopis znaleziony w Saragossie" Jana Potockiego.

Ilustratorzy komiksu:  Shawn McManus, Colleen Doran, Bryan Talbot, George Pratt, Stan Woch, Dick Giordano, Todd Klein.

czwartek, 23 sierpnia 2018

„Jak rozmawiać z dziewczynami na prywatkach”, reż.John Cameron Mitchell - kilka zachwytów nad ekranizacją opowiadania Neila Gaimana

Podobny obraz
Źródło: https://i0.wp.com/www.ageratingjuju.com/wp-content/uploads/2018/05/How-to-Talk-to-Girls-at-Parties-Age-Rating-2018-Movie-Poster-Images-and-wallpapers.jpg?fit=1044%2C588&ssl=1

Prawie nigdy nie oglądam ekranizacji powieści, bo trudno znaleźć taką, która by wnosiła coś wartościowego do moich wyobrażeń i przemyśleń z lektury. Inaczej jest z opowiadaniami, które według mnie stanowią dla filmu świetną podkładkę; na dużym ekranie można wtedy rozbudować fabułę, lub lepiej zobrazować bohaterów dzięki dobrej grze aktorów. Dlatego bardzo podobała mi się ekranizacja „Tajemnicy Brokeback Mountain”, opowiadania Annie Proulx, które przekształciło się w film pod reżyserią Ang'a Lee - gra aktorska Heath'a Ledgera i Jake'a Gyllenhaala wyniosła napisaną przez Proulx historię na zupełnie inny poziom.
Dzisiaj jednak skupię się na innym sposobie przekuwania opowiadania w film, ponieważ miałam okazję obejrzeć „Jak rozmawiać z dziewczynami na prywatkach”, czyli ekranizację rozpoczynającą się sceną z opowiadania Neila Gaimana, a idącą w kierunku, który był już inwencją twórców filmu.




Opowiadanie „Jak rozmawiać z dziewczynami na prywatkach” zostało wydane przez wydawnictwo Mag w zbiorze opowiadań „Rzeczy ulotne”. Jest to krótka historia o otwartej kompozycji, dotycząca dwóch chłopaków, którzy trafili na niewłaściwą imprezę. Jeśli kiedykolwiek czytaliście prace Gaimana, to możecie się domyślać, że musiało się tu wydarzyć coś dziwnego. Z dziewczynami na tytułowej prywatce jest "coś nie tak", a opowiadanie wydaje się nam mówić coś więcej, niż jak wyglądała niestandardowa noc z życia dwóch punków, jednak spotyka się to z wieloma interpretacjami. Twórcy filmu mieli własną, bardzo rozbudowaną - z niepozornego opowiadania stworzono wielotematyczne dzieło, zdecydowanie zdziwaczałe, ale poruszające w człowieku to coś, za co kocha się kinematografię.
Może to po prostu przedstawiony w „Jak podrywać dziewczyny na prywatkach” świat wciąga na tyle, że kiedy się w nim znajdujemy to odkrywamy coś nowego?

How to Talk to Girls at Parties Movie Review
Źródło: https://static.rogerebert.com/uploads/review/primary_image/reviews/how-to-talk-to-girls-at-parties-2018/hero_girls-parties.jpg
A oto tych kilka zachwytów, czyli dlaczego film poruszył mnie na tyle, że postanowiłam poświęcić mu trochę miejsca na tej stronie:


  • Jest to połączenie kilku gatunków, i ciężko ten film jednoznacznie sklasyfikować. Mamy tu wątek romantyczny, sporą dawkę science fiction, ktoś mógłby to też postrzegać jako dokumentalne przedstawienie czasów punku.
  • Czasy muzyki punkowej w Anglii i ideologia z nimi związana. Enn, główny bohater, nie czuje zainteresowania dziewczyną poznaną na imprezie tylko dlatego, że ma ją za dziwną. Dla niego uosabia ona ten nurt.
  • W związku z powyższym mamy ciekawy soundtrack.
  • Dużo tu abstrakcji, ale fabuła jest logiczna i zrozumiała.
  • Film jest szeroko zakrojoną interpretacją opowiadania, do którego każdy może sobie dużo dopowiedzieć; z filmem mamy to samo, widz może to rozbudować o swoje interpretacje. Jak (mniej więcej) powiedział w filmie Enn, zawodowiec w dziedzinie podrywu dziewczyn z nie swojej planety: „Jesteś ty, i jest dziewczyna, ale jak jesteście razem, to stajecie się jeszcze czymś innym.” Jest opowiadanie, i jest ten film, ale patrząc na nie całościowo, stają się one jeszcze czymś innym.
  • To się spodoba każdemu, kto jest fanem Gaimana, bo choć jest tu tylko niewielka część  jego twórczości, to taka historia równie dobrze mogłaby być fabułą powieści tego pisarza.
  • Eteryczna Elle Fanning w roli ukazującej delikatność i charakter jednocześnie.
  • Po co czytać to dalej, jakby się jeszcze wystarczająco wielu powodów ku obejrzeniu filmu nie miało? Nie ma już co śledzić wzrokiem tego układu słów, lepiej po prostu pójść do kina po własne wrażenia i myśli. Film podobno wywołał mieszane uczucia na festiwalu w Cannes, ale moje były jak najbardziej pozytywne.
Znalezione obrazy dla zapytania how to talk to girls at parties comic
Źródło: http://www.weseetheworldinbendaydots.com/uploads/7/5/7/0/75709061/how-to-talk-to-girls-at-parties-banner.jpg?1473810772


Mam nadzieję, że już rozumiecie, dlaczego lubię ekranizacje opowiadań. A jeśli Wy lubicie komiksy, to mam dobre wieści; opowiadanie Gaimana nie tylko było inspiracją do powstania filmu, zostało też przetworzone na formę obrazkową pod tym samym tytułem. 

poniedziałek, 20 sierpnia 2018

Magia z Północy - „Northern Lights”, Philip Pullman. Recenzja

W Polsce książka została wydana pod tytułem „Zorza północna”, a potem „Złoty kompas”, kiedy ukazała się ekranizacja fantastycznej historii niepokornej dziewczynki pod takim właśnie tytułem. Jest to pierwsza część trylogii His Dark Materials, która za granicą wydaje się być popularniejsza - dla wielu ludzi jest to opowieść dzieciństwa, natomiast po spojrzeniu na opinie na naszym krajowym portalu lubimyczytać okazuje się, że spora część czytelników najpierw oglądała film, który skusił ich do sięgnięcia po pierwowzór.
 
Pochylając się nad pomysłem fabularnym tej powieści, można spytać: Co fascynującego może oferować takie miejsce akcji jak daleka, pokryta wiecznym śniegiem i zmarzliną Północ? Na pewno nie można odebrać jej uroku, a dzięki obcowaniu z nią na nowo poznajemy siebie, odnajdujemy własne granice. Lyra, główna bohaterka „Northern Lights” jest dziewczynką wychowującą się na uczelni w Oxfordzie, i każdego dnia przyprawiającą profesorów o zawrót głowy. Jednak dorosłych mogą spotkać w wychowywaniu człowieka dwie tragedie - albo dziecko wyjątkowo głupie, albo takie o nadzwyczajnej kreatywności i inteligencji. Drugim z tych przypadków jest właśnie Lyra. Osoba, którą każdy chciałby mieć po swojej stronie, a lękałby się takiego wroga. Gdzie leżą granice odwagi kogoś takiego? Czy w ogóle istnieją? To odkryje przed czytelnikiem i bohaterką Północ, kraina, w której każdy czasem boryka się z wątpliwościami i wpada w tarapaty.

„It wasn't Lyra's way to brood; she was a sanguine and practical child, and besides, she wasn't imaginative. No one with much imagination would have thought seriously that it was possible to come all this way and rescue her friend Roger; or, having thought it, an imaginative child would immediately have come up with several ways in which it was impossible. Being a practised liar doesn't mean you have a powerful imagination.”

Philip Pullman stworzył historię o tyle wyjątkową, że skierowana jest ona zarówno do dzieci, jak i do dorosłych. Może to być po prostu książka przygodowa, z akcją dziejącą się w świecie podobnym do naszego, ale przebijającym magią, a może też być to opowieść, której niektóre wartości dostrzeże jedynie dojrzały czytelnik. Chodzi tu choćby o metaforyczne przedstawienie istoty dorastania, czy pokazanie, że trzeba kwestionować zaufanie wobec kogoś, do kogo je mamy tylko ze względu na jego autorytet. A z drugiej strony nie dać się zmanipulować pozorom, że ktoś jest zły.

Angielski w „Northern Lights” nie jest najłatwiejszy, ale nie najtrudniejszy, a co najważniejsze, jest bardzo ciekawy i po prostu urzekający.
Nie najłatwiejszy, ponieważ wiele tu słów typowych dla bogatego języka pisanego. Także w opisanych przygodach trzeba się spodziewać specjalistycznego słownictwa, którego możemy nie znać, jeśli naszą pasją akurat nie jest np. żeglarstwo. 
Nie najtrudniejszy, bo to z założenia książka dla dzieci, i nie ma tu pomysłów i refleksji trudnych do zrozumienia. Dlatego kiedy się już w nią wciągniemy, to jesteśmy w stanie wyłapywać znaczenie słów z kontekstu wypowiedzi. 
Bardzo ciekawy, dlatego że autor wykorzystał głębię, jaką można wprowadzić do książki za pomocą języka, dlatego nazwy rzeczy ze świata His Dark Materials i nazwiska postaci nie wzięły się z czystego przypadku, a zostały przemyślane. Dowiedziałam się o tym, próbując znaleźć w internecie, jakim światłem jest anbaric light, bo słownik w tej kwestii zamilknął. Wtedy znalazłam ten artykuł, do którego przeczytania bardzo zachęcam nawet tych ciekawych pochodzenia angielskich słów w ogóle, bo można się z niego sporo dowiedzieć. 
Po prostu urzekający, ze względu na całą swoją stylistykę - na przykład język, którym posługiwali się niektórzy z bohaterów, a momentami sama Lyra, przypominał mi "dialekt" Hagrida. Zwyczajnie był naszpikowany niebanalnymi uproszczeniami i charyzmą. Poza tym zawsze myślałam, że magia jest bardziej magiczna w języku angielskim, niż w polskim. Każdy język ma swoje uroki.

Pod względem rodzaju swojej głębi, dzieło Pullmana przypomina mi Harry'ego Pottera - możliwe, że przez niektóre ze swoich motywów, takich jak dziecko bez rodziców, wyjątkowa osoba podążająca za swoim przeznaczeniem, czy więzienie, z którego nikt nie wychodzi... choć, dla jasności fanów chłopca z blizną, „Northern Lights” została wydana wcześniej, nie było to żadne powielenie, a zresztą moja uwaga nie jest nawet porównaniem. W pewnej sferze, te książki kojarzą mi się ze sobą, ale obie stanowią zupełnie inne światy.

Ta utkana pod światłami zorzy polarnej książka jest pełna niebezpieczeństw i wyjątkowych pomysłów, wciągająca i potrafiąca zaczarować, a czasem ściskająca serce. Długo można by pisać o charakterze Lyry, jak i elementach składających się na samą powieść, ale mam nadzieję, że sięgniecie po ten świat zamknięty w kartkach i sami się przekonacie, dlaczego miasto ukryte wśród Aurory stało się kwestią tylu konfliktów, i poznacie ludzi, którzy swoją duszę noszą przy sobie, a nie w sobie...


„The other girls went on talking, but Lyra and Patalaimon nestled down deep in the bed and tried to get warm, knowing that for hundreds of miles, all around her little bed, there was nothing but fear.”
 


Philip Pullman to angielski powieściopisarz. W 2008 roku magazyn The Times zawarł go wśród listy "50 greatest British writers since 1945". W 1995 roku „Northern Lights” została nagrodzona
Carnegie Medal, za bycie wyróżniająca się angielską książką dla dzieci. Pisarz okazjonalnie pisze o edukacji dla The Guardian. Fan Williama Blake'a, przyczynił się do postawienia mu pomnika w hrabstwie Sussex.



rok wydania: 1995. egzemplarz wydany przez wydawnictwo Scholastic. liczba stron: 397 + pierwszy rozdział drugiego tomu.

poniedziałek, 6 sierpnia 2018

W krainie Snu i Koszmaru - ,,Sandman. Preludia i Nokturny", Neil Gaiman. Recenzja

,,W powietrzu unosiła się woń magii, niczym elektryzujący zapach ozonu po burzy."
Nie możecie czasem zasnąć, korzystacie z środków nasennych, liczycie owce? Jeśli ktoś ma takie problemy, zgania je pewnie na stres w pracy, albo w jego myślach obrywają hałaśliwi sąsiedzi. Zgaduję, że nikt podczas bezsennej nocy nie mówi sobie: "być może stało się coś niepokojącego w Królestwie Snu. Być może to zaburzenia w jego harmonii nie pozwalają mi spać"...

Nie martwcie się, taka możliwość nie przyszła do głowy nawet śmiertelnikom z pierwszego tomu ,,Sandmana", którzy rzeczywiście nie mogli spać właśnie przez problemy, w jakie wpadał sam Król Snów.
,,Sandman. Preludia i Nokturny" to historia, w której jest on głównym bohaterem. Potyczki Sandmana w tej komiksowej odsłonie jego dziejów zaczynają się, gdy zostaje on pomylony ze Śmiercią. Wtedy Król Snów, ukształtowany na poczciwą istotę, podobną wyglądem do samego Neila Gaimana (choć autor twierdzi, że ta postać tylko garderobę ma do niego podobną), zaczyna długą podróż w celu odzyskania dawnej, utraconej przez egoistów światłości... A podczas niej czytelnik zetknie się z przerażającymi istotami i odwiedzi miejsca godne horroru. Na tle tej wędrówki autor rozpatruje pytanie: Co się stanie, kiedy moce nie z tego świata trafią w ręce ziemskich szaleńców?

"Mr. Sandman, bring me a dream,
Make him the cuttest, that I've ever seen...."

Znacie tę piosenkę? To "Mr. Sandman", utwór pojawiający się w komiksie, wśród kilku innych hitów, w których śpiewano o śnie. Mnie kojarzy się on z filmem "Mr.Nobody", na którego soundtrack się składa, a którego oglądanie zawsze wzbogaca mnie o jakieś myśli, dlatego od kiedy zobaczyłam ten utwór w książce, nie wychodzi mi on z głowy. ,,Sandman" ma też kilka innych ciekawych nawiązań do kultury, nie rzucają one jednak długiego cienia na fabułę, ich znajomość nie jest nam konieczna do jej zrozumienia.

Lekko i przyjemnie czyta się ten komiks Gaimana z czasów, kiedy Gaiman komiksy dopiero zaczynał tworzyć, a jednocześnie jest tu ten specyficzny pierwiastek fantastyczny, który towarzyszy jego powieściom. Jeśli jednak o samą grozę w komisie chodzi, nie jest ona szczególnie ... groźna. Mamy tu wiele elementów, które straszą, są z pogranicza mroku i psychozy, ale nie są one wystarczająco pogłębione, aby naprawdę kogoś móc wystraszyć. W tym świecie fantazji zostajemy więc z samą otoczką grozy, mnie to jednak odpowiada i chciałabym poznać dalsze losy Sandmana.

Niech podsumowaniem będą słowa scenarzysty komiksu: ,,Zamierzałem opowiadać historie, w których można by spodziewać się wszystkiego: od rzeczywistości po czysty surrealizm, od świata zwyczajnego po szalone fantazje. [...] Preludia i nokturny. Odrobina muzyki nocy - ode mnie dla was. Słodkich snów." 



Neil Gaiman to brytyjski pisarz (co rzuci Wam się w uszy, jeśli zechcecie kiedyś posłuchać któregoś z czytanych przez niego audiobooków), tworzący powieści dla dzieci i dorosłych, komiksy i opowiadania. Niektóre z nich zostały zekranizowane, na przykład strasząca młodszych "Koralina". Jest laureatem wielu wielu nagród, również World Fantasy Award - Gaiman był pierwszym, który otrzymał ją za komiks. Zawsze ubrany na czarno miłośnik kotów, który w polskiej literaturze najbardziej ceni ,,Rękopis znaleziony w Saragossie" Jana Potockiego.

 Rysownicy i ilustratorzy komiksu: Sam Keith, Michael Dringenberg, Malcolm Jones III, Dave McKean, Daniel Vozzo



Jeszcze jedna kwestia. Czy Wasze koty też mają jakiś ulubionych autorów do spania? Matrix już drugi raz widzę położoną na książce Gaimana, a inne ją pod tym względem nigdy nie interesowały. Może właśnie przez to, że ten konkretny pisarz też ma koty? Niezależnie od tego, jaka jest odpowiedź, Matrix ma dobry gust.