Pokazywanie postów oznaczonych etykietą odwaga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą odwaga. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 maja 2019

Wyczaruj mi zbrodnię - „Czarownice z Salem Falls”, Jodi Picoult. Recenzja

za zamkniętymi okładkami recenzje książek
Picoult, czyli pisarka, której kilka lat temu poświęciłam sporo czasu. Fabuły jej książek, a w nich problemy bohaterów, które wiązały się z sądami, były dla mnie i dla mojej koleżanki czymś świeżym, po co zawsze sięgałyśmy z przyjemnością.
Chciałam przekonać się, czy powieści Jodi Picoult dalej są dla mnie jak magia, więc sięgnęłam po nic innego, jak po ”Czarownice z Salem Falls”.

„Podwodny świat kusił swoją metamorficzną niezwykłością: człowiek poruszał się w nim powoli, bardzo powoli i nabierał nadziei, że może dzięki temu nigdy nie będzie musiał wydorośleć."

W kowenie z Salem Falls niewątpliwie są dziewczyny o czarującej urodzie. Jak u nich z rzucaniem zaklęć, mnie - nie-czarownicy - ciężko stwierdzić, ale jakoś wiążą koniec z końcem. Dzięki czarom są w stanie się zemścić, a skrywana tajemnica powoduje u nich poczucie wyższości nad lokalną społecznością. Ta nastoletnia chęć bycia innym od wszystkich wymyka się jednak spod kontroli, kiedy dziewczyny obchodzą w lesie święto czarownic...
Poza przedstawieniem nam tytułowych bohaterek, Picoult przybliża nam również postać Jacka, który z początkowej perspektywy mieszkańców Salem Falls wziął się znikąd. My jednak wiemy, że wziął się z więzienia, a i miejscowi też się niedługo o tym dowiedzą. A dla człowieka skazanego za gwałt na nieletniej nie przewidzieli miejsca w swojej małej, spokojnej społeczności.

„Na północy żyje eskimoski lud Inuitów. Według ich wierzeń gwiazdy są tak naprawdę dziurami w niebie, a ich blask to znak, że ci, których kochaliśmy, są szczęśliwi w zaświatach.”


Historia z „Czarownic...” łączy w sobie wiele ludzkich żyć. Każde z nich nosi na sobie zadrapania, ale nie każde miało związek ze zbrodnią. Ale w Salem Falls największy problem polega na tym, że wymiarowi sprawiedliwości trudno jest patrzeć sprawiedliwie. Wszystko na sali rozpraw wydaje się być zmyślone, ława przysięgłych zdaje się więc bardziej ufać dawnym wyrokom niż sobie.

Pisarka jak zwykle przedstawia ważne kwestie z sobie tylko znaną lekkością i zrozumieniem. W tej powieści najważniejsze punkty stanowią podejście sądów i społeczeństwa do gwałtów i nietolerancja w stosunku do byłych więźniów. Picoult nigdy nie stawia tylko na jedną perspektywę, ale pokazuje, że żadna sprawa nie jest czarno-biała, bo każda historia nosi w sobie czyjąś tragedię. Być może wiąże się ona z relacjami w rodzinie, może z miłością, ze zbrodnią. Żadne rozwiązanie, nawet wydane przez najsprawiedliwszy sąd, nie sprawi, że każdy z ludzi biorących udział w rozprawie poczuje się sprawiedliwie osądzony.

„Byli więźniowie też muszą gdzieś mieszkać. Nie można ich zaganiać w stada i zmykać w rezerwatach.”

Jodi Picoult to amerykańska pisarka, autorka wielu bestsellerowych powieści, mama trójki dzieci mieszkająca w New Hampishire. W swoich książkach najczęściej podejmuje tematy związane ze sprawiedliwością. Pięć jej powieści doczekało się ekranizacji, w tym głośne „Bez mojej zgody”. Czasami korzysta z postaci wykreowanego przez siebie bohatera w kilku książkach.

poniedziałek, 13 maja 2019

Jak być wojownikiem, kiedy nie chcesz walczyć - „Crown of Midnight”, Sarah J. Maas. Recenzja

Recenzje książek fantastyka
Recenzja „Crown of Midnight” mówi o drugiej części serii Szklany Tron, dlatego zawiera nawiązania do części pierwszej.

Celaena wygrywa konkurs, zostaje więc osobistym zabójcą króla. Okazuje się jednak, że choć Chaol i Dorian życzyli dziewczynie wygranej, nie są oni zadowoleni z jej zawodu - nagle dotarło do nich, że naprawdę chodzi w nim o zabijanie. Prawdziwe zabijanie, dacie wiarę? I dwóch przyjaciół z zamku nagle uznało, że piękna i miła dziewczyna nie powinna jednocześnie być morderczynią. Takie mądrości najwidoczniej przychodzą z wiekiem.
Tylko że prawda o zawodzie Celaeny jest zupełnie inna, niż się wszystkim wydaje. Tę prawdę znają tylko jej ofiary.

„She wouldn't mind working with him - but not in the way Roland meant. Her way would include a dagger, a shovel, and an unmarked grave."


Bazę treści drugiej części Szklanego Tronu stanowią uniki, które Celaena stosuje, aby nie musieć słuchać rozkazów króla. Robimy przeskok z jednej książki do drugiej, ale taki odstęp okazuje się być zbyt krótki, aby móc zminimalizować w głównej bohaterce mordercze instynkty, które odczuwa w obecności króla. O dziwo morderczych instynktów nie odczuwa w stosunku do tych, których polecono jej zabić. Mimo że kobieta w okresie „sprzed kopalni” pracowała jako zabójczyni pilnie wypełniając obowiązki, które jej powierzono, tutaj dorosła już do oszustwa i podążania za głosem serca - ryzykując życiem nie tylko swoim, ale również bliskich. Jej pragnienie wolności i niezależności od władcy, którym gardzi, przejawia się poprzez bunt wobec niego.


 „The world was beyond helping. Even if... even if she'd seen firsthand just how dangerous things could become - how much worse it could be."

W „Crown of Midnight” jest wszystko, czego dobra książka potrzebuje - ciekawe zagadki, wiele akcji, do tego wplecione mocne wątki relacji pomiędzy bohaterami. Dla takiej powieści warto czytać część pierwszą. Wydaje się, że ta różnica między dwoma książkami również jest powodem, dla którego czytelnicy są zadowoleni - mają porównanie, w którym „Crown of Midnight” wypada wyjątkowo pozytywnie.
W „Crown of Midnight” Sarah J. Maas udowadnia, że rozwija się jako pisarka, i że wszystkie zarzuty czytelników odnośnie wad pierwszej części wzięła sobie do serca.

„There is nothing complicated. It is the difference between right and wrong. The slaves in those camps have people who love them just as much as you loved my friend.”

Sarah J. Mass to amerykańska pisarka, autorka bestsellerów New York Times'a. Seria Szklany Tron została do tej pory przetłumaczona na trzydzieści pięć języków. Żyje w Pensylwanii wraz z mężem i psem; jest fanką filmów Disneya, a wolnych chwilach cieszy się pięknem natury stanu, w którym mieszka.

poniedziałek, 25 lutego 2019

Tęsknota - ,„Biały Bim Czarne Ucho'”, Gawriił Trojepolski. Recenzja

recenzje książek za zamkniętymi okładkami
Z Bimem zaprzyjaźniałam się powoli. Jego historia od początku wydawała mi się pełna uczciwości i psiego rozumu, ale kiedy zaczęłam ją czytać, potrzebowałam chyba sięgnąć po coś zupełnie innego. Bardziej wybuchowego, szałowego. Dlatego przeczytałam tę powieść na przestrzeni miesięcy. Ale to Bimowi wcale nie umniejsza. Jego dzieje poruszają nie tylko bohaterów, których spotyka na swojej drodze, ale również czytelników. To zdecydowanie jedna z tych książek, którą po przeczytaniu już zawsze chcemy nosić w sercach.


W Związku Radzieckim mieszkają ludzie różni, 'towarzysze' mniej i bardziej przyjaźni. Mieszka tam też Bim i jego pan, Iwan Iwanycz. I mimo że główny psi bohater kocha człowieka w ogóle, to w imię przyjaźni wobec swojego opiekuna oddałby wszystko - i wielokrotnie nam to udowadnia, wzruszając nas do łez.

Dzięki powieści Gawriiła Trojepolskiego jesteśmy w stanie spojrzeć na świat psimi oczami. Co najważniejsze zaś w tej książce - widzimy siebie w tych oczach. I często jest to obraz przerażający.


Kiedy pan Bima znika z przyczyn, których pies nie jest w stanie pojąć, myśliwski instynkt bohatera każe mu szukać, iść za wszelkimi śladami właściciela. Jak tragiczna jest podróż psa, to widzi jedynie czytelnik, który dostrzega, że znalezienie przez Bima Iwana jest niemożliwe. A tęsknota za panem będzie wykańczała Bima zarówno mentalnie, jak i cieleśnie.



W swoich wielu przygodach Bim uczy się życia. To głównie napotkani przez psa ludzie mają na niego wpływ. Dzielą się oni na tych dobrych, rozumiejących psy, dobrych, nierozumiejących psiego języka, i oczywiście złych. Bardzo prawdziwy jest ten obraz ludzi w psich oczach, ponieważ nie liczy się dla nich nic, co często za wartościowe uważa człowiek. Liczy się jedynie czysta dobroć.


za zamkniętymi okładkami recenzje książek

Biały Bim Czarne Ucho to książka napisana językiem, który z pewnością spodoba się młodemu odbiorcy. Poza tym w powieści występuje niejedno dziecko, a głównym bohaterem jest pies. Wydaje się więc, że taka dobra książka dotycząca zwierzęcia będzie świetnym wyborem na lekturę młodego czytelnika. Ale dla dorosłego ma ona do zaoferowania równie wiele.


Uważam tę powieść za jedną z najlepszych, jakie było mi dane przeczytać. Opowiada o wielkim okrucieństwie przy jednoczesnym zachowaniu pięknego języka. Pozwala spojrzeć na człowieka z dystansu, ma w sobie wiele mądrości, ale nie przytłacza filozofią. Po prostu pozwala dostrzec to, co nosimy głęboko w sercach, a o czym wielu zapomina. I oczywiście przypomina, że zwierzęta to piękne istoty.



,,I nagle poczułem zapach pierwiosnka. Był ledwie uchwyty, ale to zapach budzącego się życia, toteż, mimo że ulotny - cieszy i niepokoi zarazem. Rozejrzałem się wokół, okazało się, że kwiat rośnie tuż obok. Lśni na ziemi kwiatuszek - malutka kropla błękitnego nieba, taki prosty i ufny, pierwszy zwiastun radości i szczęścia dla tego, komu szczęście jest pisane i dostępne. Dla każdego zaś człowieka - i szczęśliwego, i nieszczęśliwego - to teraz uroda życia. Podobnie wśród nas żyją ludzie skromni, o czystym sercu, ,,niedostrzegalni", ,,mali", ale wielkiego ducha. Oni właśnie czynią nasze życie pięknym, bo mają w sobie najlepsze cechy ludzkie - dobroć, prostotę, ufność. Tak samo pierwiosnek wydaje się kropką nieba na ziemi.''

Gawriił Trojepolski (1905-1995) to radziecki i rosyjski dramaturg, prozaik, satyryk i publicysta. Stał się znany właśnie za sprawą powieści Biały Bim Czarne Ucho, na której podstawie powstał film pod tym samym tytułem. W 1975 roku autor uhonorowany został Nagrodą Państwową ZSRR. 


poniedziałek, 4 lutego 2019

Zabójca teź człowiek - „Throne of Glass”, Sarah J. Mass. Recenzja

recenzje książek za zamkniętymi okładkami
Znacie już Celaenę Sardothien, główną bohaterkę serii Szklany Tron i kobietę, w której imieniu jest zdecydowanie zbyt wiele samogłosek? Ja chciałam poznać ją już wcześniej, jednak pragnęłam przeczytać jej historię po angielsku, a dwa lata temu książka okazała się dla mnie za trudna. Ostatnio zaś ponownie spróbowałam przeczytać „Throne of Glass” i pochłonął mnie fantastyczny świat Erilei.

Celaena to nastoletnia dziewczyna, która dużą część swojego życia spędziła na zabijaniu. Dzięki temu stała się legendą, jednym z najlepszych zabójców. Ale kiedy zdradził ją człowiek, któremu ufała, trafiła do obozu pracy w kopalni - właśnie w tym okresie życia ją poznajemy. Dziewczyna dużo wycierpiała, ale los stawia przed nią jeszcze jedną szansę. Jednak jej podjęcie będzie wymagało odwrócenia się przez bohaterkę od własnych wartości. Czy Celaena zdecyduje się podjąć tę drogę ku wolności?

„You're remarkably judgmental.”
„What's the point in having a mind if you don't use it to make judgments?”
„What's the point in having a heart if you don't use it to spare others from the harsh judgments of your mind?

W „Throne of Glass”, niektóre treści są przerysowane; według mnie jest to wina tego, że autorka napisała tę historię mając szesnaście lat, aby poprawić i wydać ją w następnych latach. To pewne poczucie sztuczności dotyczy przede wszystkim nakreślenia postaci Celaeny, którą po pierwsze poznajemy nie od jej walecznej strony, tylko poprzez pryzmat innych ludzi, którzy się jej boją. Mało jest powodów, dla których mieliby taki strach odczuwać, po prostu - słyszeli, że ktoś jest słynnym mordercą, to się go obawiają. W myślach Celaeny pojawiają się poza tym różne sposoby na zabicie mijanych osób, ale te wyobrażenia nigdy nie zamieniają się w czyny. W związku z tym z początku postać tej bohaterki była dosyć rozmyta, tworzona poprzez pustosłowie i dopiero z biegiem wydarzeń mogłam w niej zacząć widzieć tę silną kobietę, jaką podobno miała być.

Mnóstwo jest tu elementów typowych dla fantastyki - Erilea z pierwszego tomu Szklanego Tronu jest władana przez okrutnego króla, któremu skutecznie udało wytępić się z królestwa wszelką magię. Tak mu się przynajmniej wydaje, bo lasy i zapomniane przejścia wciąż są pełne własnych tajemnic... 
Poza spełnianiem własnych celów, Celaena musi też sprostać wyzwaniom, jakie wymuszają na niej tajemnicze morderstwa. Giną mężczyźni, z którymi dziewczyna rywalizuje o wolność. Ale mimo jej ludobójczych myśli, przewijających się przez całą książkę, zabójczyni okazuje się być osobą poszukującą ... przyjaźni. Przez to poszukiwanie Calaena zbliża się do niektórych bohaterów, a są pośród nich tacy, którzy okazali się dosyć irytujący. Nie mam zamiaru pisać, kto według mnie taki jest, to już pozostawię waszej (być może) przyszłej refleksji w trakcie lektury.
Coraz bardziej poznając zabójczynię dostrzegamy poza tym, że nikomu, kto nie jest jej wrogi, krzywdy nie wyrządzi, nawet więcej, pomoże mu w potrzebie.

Ponieważ większa część wydarzeń z książki dzieje się w zamku i pojawia się tu motyw konkursu oraz wątek miłosny, akcja skojarzyła mi się z „Rywalkami” Kiery Cass, choć wspomnianej książki nie zapamiętałam jako najlepszej z możliwych; tymczasem „Throne of Glass” wydaje się być dobrym rozpoczęciem serii. Autorka nie ma specyficznego stylu pisania, jednak nadaje się to on do nakreślenia historii z gatunku fantasy, gdzie na pierwszym planie jest akcja, a nie wewnętrzne rozterki bohaterów. Momentami przeżywałam wydarzenia bardziej, czasami po prostu mi się podobały, ale w każdym razie z chęcią sięgnę po kolejne tomy - choćby i po to, aby odkryć więcej faktów z przeszłości Celaeny. 



Sarah J. Mass to amerykańska pisarka, autorka bestsellerów New York Times'a. Seria Szklany Tron została do tej pory przetłumaczona na trzydzieści pięć języków. Żyje w Pensylwanii wraz z mężem i psem; jest fanką filmów Disneya, a wolnych chwilach cieszy się pięknem natury stanu, w którym mieszka.

poniedziałek, 7 stycznia 2019

O kukle bardziej ludzkiej niż człowiek - „Nieustraszony Strach na Wróble”, Grzegorz Majchrowski. Recenzja

bajka dla dzieci
Bajki dla dzieci często przedstawiają te najistotniejsze elementy naszego życia, tak aby móc wskazać młodemu czytelnikowi, co naprawdę ma wartość. „Nieustraszony Strach na Wróble” jest dobrym przykładem takiej opowieści - głównie podejmowane w niej tematy to przyjaźń i chęć założenia domu. Tylko czy wszystkim jest się w stanie ta bajka spodobać?

Książka jest trzecim laureatem konkursu Piórko, organizowanego przez Biedronkę (niedawno pisałam o tej najnowszej, która wyszła około miesiąc temu). Co jakiś czas można się natknąć w Biedronkach na te konkursowe książki. Pierwsza i druga bajka były entuzjastyczne przyjęte przez czytelników - trochę inaczej sprawa ma się z tą.

„Nieustrasziny Strach na Wróble” opowiada o Strachu, który nie jest szczególnie straszny. Jego ciało to nieporozumienie - kocha swoje otoczenie i z pewnością ostatnią rzeczą, jaką chciałby osiągnąć, byłoby straszenie ptaków. Wtedy znajduje się dzielny Wróbel, nie bojący się ani zimy ani niby-ludzi wypchanych słomą, i tak zaczyna się ich wspólna historia, w której nawzajem pomagają sobie zrozumieć otaczający ich świat i siebie.

Mimo że to świetna bajka, wydaje mi się że zawiniły tutaj niewystarczająco bogata akcja, ale też niedopasowane ilustracje. Jest ich niewiele, w dodatku nie dodają kolorytu spokojnej historii, tylko ją spowalniają swoimi pastelowymi barwami, zamiast dodawać jej trochę energii. A poza tym? Mam wrażenie, że osoby, które negatywnie się o tej książce w internecie wypowiedziały, mają dzieci nieprzepadające za czytaniem w ogóle lub te pociechy były za małe, żeby odpowiednio taką historię przyjąć. Według zasad konkursu, napisane opowiadanie ma być skierowane do dzieci w wieku od pięciu do dziesięciu lat. I ta zdecydowanie jest dla dzieci z górnego progu więc nic dziwnego, że pięciolatkowi nie przypadła do gustu.

„- Te punkciki, jak je nazywasz, to gwiazdy.
- Gwiazdy - powtórzył Strach. - A po co one są?
- Pomagają ludziom znaleźć drogę w nocy. Dzięki gwiazdom zawsze wiedzą, jak trafić do domu.
- Ale czasem w nocy nie widać gwiazd. Zasłaniają je chmury. Co wtedy robią?
- Wtedy czekają, aż chmury odpłyną, a one zawsze odpływają, bo taka jest ich natura.”

Uważam tę książkę za bardzo sympatyczną przede wszystkim za sprawą postaci, jakie wykreował autor. W tak krótkiej formie rzadko mamy do bohaterów głębsze uczucia, tutaj natomiast ich ciepłe podejście i miłość do świata są silnie odczuwalne, przez co łatwo można ich polubić. Poza tym tekst napisany jest w ciekawy sposób, ma też świetne zakończenie. Jak napisałam wyżej, książka skierowana jest do starszych dzieci, głównie za sprawą tego stylu właśnie - wpisano w niego wiele przemyśleń.

Podsumowując, mi się „Nieustraszony Strach na Wróble” podobał, ale jednocześnie, podobnie jak w przypadku dwóch innych bajek z tego konkursu jakie czytałam, mam raczej mieszane uczucia. Może kwestia tego, że to wszystko debiuty?


Grzegorz Majchrowski jest rzeźbiarzem, prowadzi również autorską pracownię rzeźby na Uniwersytecie Śląskim. Napisane przez siebie opowiadania czyta swoim dzieciom.

Maria Giemza, ilustratorka „Nieustraszonego Stracha na Wróble”, pochodzi z Krakowa. Studiowała architekturę, ale zmieniła kierunek kariery pisząc pracę magisterską dotyczącą grafiki - właśnie nią postanowiła się zająć. 

czwartek, 18 października 2018

Odnajdując się w barwnym świecie ciemności - Niewidzialna Wystawa

źródło: https://niewidzialna.pl/galeria

Niedawno miałam okazję spędzić dzień w polskiej stolicy, ale nie zaplanowałam wcześniej, jakie miejsca chcę odwiedzić. Nie miałam na to czasu, pewnie też niewiele chęci. Dlatego aby znaleźć coś dla siebie spośród wielu rozrywek, jakie ma Warszawa do zaoferowania, spojrzałam na mapę miasta.
Zainteresował mnie punkt w centrum, nazwany Niewidzialną Wystawą - bo miał rozbudzającą wyobraźnię, oryginalną nazwę. Pomyślałam, że tak może nazywać się wystawa sztuki nowoczesnej, ale recenzje ludzi wskazywały na coś innego. Goście wystawy pisali o całkowitej ciemności na niej panującej, zwiedzanie miało być niezapomnianym doświadczeniem, a eksponaty wystawy tajemnicą i niespodzianką. Po takich rekomendacjach postanowiłam udać się we wskazanym na mapie kierunku - i dopiero będąc u wejścia wystawy zorientowałam się, że chodzi o coś więcej niż zwykły pomysł na wystawę inną niż wszystkie.

Postanowiłam przybliżyć Wam Niewidzialną Wystawę, ponieważ jest to miejsce, w którym uwalniają się myśli, możliwe jest tam doświadczenie świata z zupełnie nowej perspektywy, a człowiek mimowolnie zaczyna się zastanawiać nad kwestami wcześniej mu obcymi - opisując to krótko, jest to przeżycie rozwijające.
Ale nie jest to jedynie bezcelowe poruszanie się w ciemności. Nade wszystko chodzi o przybliżenie odwiedzającym punktu widzenia osób niewidomych.

Niewidzialna Wystawa to zmienienie ról. W życiu codziennym to my staramy się pomóc osobom pozbawionym wzroku w poruszaniu się po świecie, który został zaprojektowany dla widzących. Kiedy natomiast nagle znajdziemy się w przestrzeni wypełnionej ciemnością, osoby niewidome mogą nam pomóc w odnalezieniu się w tej rzeczywistości, która dla nich jest życiem, nie jednogodzinną przygodą. Dlatego przewodnicy Niewidzialnej Wystawy to osoby niewidome lub słabo widzące, prowadzące nas głosem przez ich codzienność.

Poza możliwością doświadczenia różnego otoczenia za pośrednictwem zmysłów innych niż wzrok, na Niewidzialnej Wystawie będziemy mogli również z naszym przewodnikiem porozmawiać - oprowadzane grupy są niewielkie, można więc swobodnie zadawać pytania. Po około godzinie znajdziemy się w części widzialnej wystawy, gdzie dodatkowo można się dowiedzieć o udogodnieniach, z jakich na co dzień korzystają niewidomi, na przykład o detektorze kolorów.

Doświadczenia gości wystawy są różne, ale chyba wszyscy po wyjściu z ciemności się zgadzają, że jest to coś niezapomnianego. Nie mieszkam w wielkim mieście, w którym istniałoby wiele udogodnień i możliwości rozwoju dla osób niewidomych - jeśli są oni w moim otoczeniu, nie wiem o tym, ponieważ ich nie spotykam, i nigdy nie miałam okazji im pomóc. To w połączeniu z faktem, że na wystawę trafiłam z przypadku, sprawiło, że nie zastanawiałam się wcześniej zbyt długo nad życiem takich ludzi. Mimo to, nie spodziewałam się takiej zmiany perspektywy po odwiedzeniu wystawy.
Odkrywanie świata w ciemności miało dla mnie zaskakująco niewiele wspólnego ze słowem 'niepełnosprawność', przypominało mi to raczej uczenie się nowego języka, poznawanie innego sposobu komunikacji z ludźmi i otoczeniem. Osoby niewidome zaczęły mi się jawić jako w pewien sposób magiczne, potrafiące dostrzegać rzeczy ważne, ale w świecie widzialnym przytłumione.

Polecam tę wystawę wszystkim, którzy znajdą się kiedyś w Warszawie i będą się zastanawiali, jak spędzić czas tak, aby nie mieć wrażenia jego marnowania.

poniedziałek, 10 września 2018

Kiedy ludzie są podzieleni... - „Mendel Gdański”, Maria Konopnicka. Recenzja

Maria Konopnicka napisała „Mendel Gdański” prawdopodobnie za namową Elizy Orzeszkowej i jej listu, w którym prosiła Konopnicką o odwołanie się do kwestii antysemityzmu.

„Od wczoraj jakiś niepokój panuje w uliczce.”... Tymi słowami rozpoczyna się  nowela Konopnickiej, w której rzeczywiście kryją się pokłady niepokoju.
Jest to niepokój tytułowego Mendla o utratę godności, na którą pracował długie lata swojego życia.
Niepokój dziecka odnośnie traktowania go z nienawiścią.
Niepokój sąsiadów o dobro drugiego człowieka.
Niepokój całego Gdańska, w którym niepotrzebnie skłóceni ze sobą ludzie żywili względem siebie zatrute uczucia.

Mendel Gdański to człowiek, który czuje się mieszkańcem Polski, i którego niechęć Polaków wobec żydów dotyka przede wszystkim mentalnie. Chciałby się czuć dobrze w mieście, które kocha, jednak nie śmiałby nazwać swoich uczuć w ten sposób - byłoby to zbyt daleko idące. Mendlowi wystarcza atmosfera codzienności, czyli oprawianie książek, odwiedzający go ludzie bez nieprzychylnego nastawienia, wychowywanie chłopca. Kiedy naprzeciw tego wychodzi do Mendla nietolerancja, mężczyzna nie daje się zgnębić. Mądrze argumentuje, dlaczego nie ma powodów do strachu, jednak jakie ma szanse mądrość w pojedynku z gnębicielami?

„-Nu, za co oni mają wszystkich żydów bić?
 -A za cóż by?[...] Za to, że żydy!”

Nowela przedstawia stosunek Polaków do żydów w XIX wieku, jednak według mnie nie można na jej podstawie analizować stosunków polsko-żydowskich, ponieważ ta forma jest po prostu za krótka, aby można było w niej dokładnie ukazać przyczyny podziału ludzi i ich różne stanowiska.

„Mendel Gdański” to historia o tym, jak wszelka logika nie ma szans w zderzeniu z za daleko posuniętą niechęcią.

„Na co un obcy ma być, na co ma obcym się robić, kiedy un i tak swój? Pan dobrodziej myśli, co jak tu deszcz pada, to un żyda nie moczy, bo żyd obcy? Albo może pan dobrodziej myśli, co jak tu wiatr wieje, to un pisakiem nie sypie w oczy temu żydowi, bo żyd obcy? Albo może pan dobrodziej myśli, że jak ta cegła z dachu leci, to una żyda ominie, bo un obcy?[...] Nu, a jak noc jest na miasto, to una i na żydów jest, to i na żydów wtedy nie ma słońce!”


Maria Konopnicka była polską poetką, nowelistką, krytykiem literackim, publicystką i tłumaczką. Jej nowela „Mendel Gdański” pierwszy raz opublikowana została na łamach czasopisma „Przegląd Literacki” w 1890 roku. z okazji 25-lecia pracy literackiej otrzymała od społeczeństwa dworek w Żarnowcu. Przyjaźniła się z pisarką Elizą Orzeszkową. 

poniedziałek, 20 sierpnia 2018

Magia z Północy - „Northern Lights”, Philip Pullman. Recenzja

W Polsce książka została wydana pod tytułem „Zorza północna”, a potem „Złoty kompas”, kiedy ukazała się ekranizacja fantastycznej historii niepokornej dziewczynki pod takim właśnie tytułem. Jest to pierwsza część trylogii His Dark Materials, która za granicą wydaje się być popularniejsza - dla wielu ludzi jest to opowieść dzieciństwa, natomiast po spojrzeniu na opinie na naszym krajowym portalu lubimyczytać okazuje się, że spora część czytelników najpierw oglądała film, który skusił ich do sięgnięcia po pierwowzór.
 
Pochylając się nad pomysłem fabularnym tej powieści, można spytać: Co fascynującego może oferować takie miejsce akcji jak daleka, pokryta wiecznym śniegiem i zmarzliną Północ? Na pewno nie można odebrać jej uroku, a dzięki obcowaniu z nią na nowo poznajemy siebie, odnajdujemy własne granice. Lyra, główna bohaterka „Northern Lights” jest dziewczynką wychowującą się na uczelni w Oxfordzie, i każdego dnia przyprawiającą profesorów o zawrót głowy. Jednak dorosłych mogą spotkać w wychowywaniu człowieka dwie tragedie - albo dziecko wyjątkowo głupie, albo takie o nadzwyczajnej kreatywności i inteligencji. Drugim z tych przypadków jest właśnie Lyra. Osoba, którą każdy chciałby mieć po swojej stronie, a lękałby się takiego wroga. Gdzie leżą granice odwagi kogoś takiego? Czy w ogóle istnieją? To odkryje przed czytelnikiem i bohaterką Północ, kraina, w której każdy czasem boryka się z wątpliwościami i wpada w tarapaty.

„It wasn't Lyra's way to brood; she was a sanguine and practical child, and besides, she wasn't imaginative. No one with much imagination would have thought seriously that it was possible to come all this way and rescue her friend Roger; or, having thought it, an imaginative child would immediately have come up with several ways in which it was impossible. Being a practised liar doesn't mean you have a powerful imagination.”

Philip Pullman stworzył historię o tyle wyjątkową, że skierowana jest ona zarówno do dzieci, jak i do dorosłych. Może to być po prostu książka przygodowa, z akcją dziejącą się w świecie podobnym do naszego, ale przebijającym magią, a może też być to opowieść, której niektóre wartości dostrzeże jedynie dojrzały czytelnik. Chodzi tu choćby o metaforyczne przedstawienie istoty dorastania, czy pokazanie, że trzeba kwestionować zaufanie wobec kogoś, do kogo je mamy tylko ze względu na jego autorytet. A z drugiej strony nie dać się zmanipulować pozorom, że ktoś jest zły.

Angielski w „Northern Lights” nie jest najłatwiejszy, ale nie najtrudniejszy, a co najważniejsze, jest bardzo ciekawy i po prostu urzekający.
Nie najłatwiejszy, ponieważ wiele tu słów typowych dla bogatego języka pisanego. Także w opisanych przygodach trzeba się spodziewać specjalistycznego słownictwa, którego możemy nie znać, jeśli naszą pasją akurat nie jest np. żeglarstwo. 
Nie najtrudniejszy, bo to z założenia książka dla dzieci, i nie ma tu pomysłów i refleksji trudnych do zrozumienia. Dlatego kiedy się już w nią wciągniemy, to jesteśmy w stanie wyłapywać znaczenie słów z kontekstu wypowiedzi. 
Bardzo ciekawy, dlatego że autor wykorzystał głębię, jaką można wprowadzić do książki za pomocą języka, dlatego nazwy rzeczy ze świata His Dark Materials i nazwiska postaci nie wzięły się z czystego przypadku, a zostały przemyślane. Dowiedziałam się o tym, próbując znaleźć w internecie, jakim światłem jest anbaric light, bo słownik w tej kwestii zamilknął. Wtedy znalazłam ten artykuł, do którego przeczytania bardzo zachęcam nawet tych ciekawych pochodzenia angielskich słów w ogóle, bo można się z niego sporo dowiedzieć. 
Po prostu urzekający, ze względu na całą swoją stylistykę - na przykład język, którym posługiwali się niektórzy z bohaterów, a momentami sama Lyra, przypominał mi "dialekt" Hagrida. Zwyczajnie był naszpikowany niebanalnymi uproszczeniami i charyzmą. Poza tym zawsze myślałam, że magia jest bardziej magiczna w języku angielskim, niż w polskim. Każdy język ma swoje uroki.

Pod względem rodzaju swojej głębi, dzieło Pullmana przypomina mi Harry'ego Pottera - możliwe, że przez niektóre ze swoich motywów, takich jak dziecko bez rodziców, wyjątkowa osoba podążająca za swoim przeznaczeniem, czy więzienie, z którego nikt nie wychodzi... choć, dla jasności fanów chłopca z blizną, „Northern Lights” została wydana wcześniej, nie było to żadne powielenie, a zresztą moja uwaga nie jest nawet porównaniem. W pewnej sferze, te książki kojarzą mi się ze sobą, ale obie stanowią zupełnie inne światy.

Ta utkana pod światłami zorzy polarnej książka jest pełna niebezpieczeństw i wyjątkowych pomysłów, wciągająca i potrafiąca zaczarować, a czasem ściskająca serce. Długo można by pisać o charakterze Lyry, jak i elementach składających się na samą powieść, ale mam nadzieję, że sięgniecie po ten świat zamknięty w kartkach i sami się przekonacie, dlaczego miasto ukryte wśród Aurory stało się kwestią tylu konfliktów, i poznacie ludzi, którzy swoją duszę noszą przy sobie, a nie w sobie...


„The other girls went on talking, but Lyra and Patalaimon nestled down deep in the bed and tried to get warm, knowing that for hundreds of miles, all around her little bed, there was nothing but fear.”
 


Philip Pullman to angielski powieściopisarz. W 2008 roku magazyn The Times zawarł go wśród listy "50 greatest British writers since 1945". W 1995 roku „Northern Lights” została nagrodzona
Carnegie Medal, za bycie wyróżniająca się angielską książką dla dzieci. Pisarz okazjonalnie pisze o edukacji dla The Guardian. Fan Williama Blake'a, przyczynił się do postawienia mu pomnika w hrabstwie Sussex.



rok wydania: 1995. egzemplarz wydany przez wydawnictwo Scholastic. liczba stron: 397 + pierwszy rozdział drugiego tomu.