czwartek, 31 stycznia 2019

Idealny dla fanów starego kina i nie tylko - Konkurs literacki „ Już nie zapomnisz mnie”







https://przedwojenny-konkurs.blogspot.com/

Witajcie,

Chciałabym was dzisiaj poinformować o istniejącym od października konkursie, w którym sprawdzić się mogą wszyscy lubiący pisać. Aby wziąć udział, należy do 7 kwietnia 2019 roku stworzyć opowiadanie. Jest to już druga edycja tego konkursu, a zagadnienia, które mają być częścią pracy wydają się być na tyle ciekawe, że postanowiłam wziąć udział w promowaniu „Już nie zapomnisz mnie”.

Jednym z celów konkursu jestodtworzenie pamięci o przedwojennych, polskich artystach”, dlatego jako bohaterów należy wybrać dwie postacie spośród tych występujących w dawnych filmach; możliwe wybory podano na stronie. Mimo że tematyka jest dowolna, w pracach należy umieścić pięć haseł, które są tytułami przedwojennych filmów. Ponadto podoba mi się wymaganie odnośnie słowa „róża”: 

„RÓŻA 
To, co będzie łączyło wszystkie opowiadania to róża. Interpretacja dowolna.
Może to być: kwiat, choroba, wada drewna, cząstka brokułu lub kalafiora, jak również dziewczyna o imieniu Róża czy nazwa pensjonatu. Można też posługiwać się związkami frazeologicznymi, np. życie usłane różami, nie ma róży bez kolców, róża wiatrów.
Róża to tytuł przedwojennego filmu z 1936 r.”

I taki też jest cały ten konkurs; pozwala dać początek naszemu opowiadaniu poprzez słowa klucze i zamieszczenie konkretnych postaci, ale poza tym daje duże pole do popisu. Praca ma liczyć od trzech do piętnastu stron A4. Nagrodami są książki, audiobooki, jak i numery czasopisma o tematyce strego kina.

Jeśli jesteście zainteresowani, kliknięcie na zdjęcie umieszczone w poście przeniesie Was na stronę konkursową. Jeśli zaś nie możecie się jeszcze zdecydować, na blogu umieściłam baner, który przeniesie Was tam, o ile podejmiecie decyzję o wzięciu udziału w konkursie.

Powodzenia! 

czwartek, 24 stycznia 2019

„Płomienie” w reżyserii Chang-donge'a Lee i opowiadanie Harukiego Murakamiego. Dlaczego warto poświęcić im uwagę?

za zamkniętymi okładkami burning movie



Niedawno w kinach pojawił się film „Płomienie”, będący ekranizacją opowiadania „Spalenie stodoły” japońskiego pisarza Harukiego Murakamiego ze zbioru zatytułowanego „Zniknięcie słonia”. Film jest produkcji koreańskiej i jest tegorocznym kandydatem do Oskara Korei Południowej. Równie dobry co opowiadanie, czy może nawet lepszy?

W ubiegłym roku pisałam o ekranizacji opowiadania Neila Gaimana, gdzie opisywałam również, dlaczego lubię właśnie ekranizacje opowiadań, nie powieści. Zwyczajnie łatwiej wtedy wypaść filmowi dobrze, ponieważ kiedy porównujemy powieść z jej ekranizacją, może ona być co najwyżej równie dobra, co książka. W przypadku opowiadań jest inaczej, bo reżyser rozbudowuje treści, zamiast je ciąć; przy tym cięciu czasem gdzieś ginie głębia. Jednak w przypadku „Płomieni” porównanie filmu z opowiadaniem daje nam wnioski, których się nie spodziewałam. Ale o tym później ... 

za zamkniętymi okładkami recenzje książek

Zacznijmy od opowiadania, bo to od niego się wszystko zaczęło. Przedstawia ono pewną historię z perspektywy trzydziestojednoletniego mężczyzny, który na weselu znajomego poznaje dziewczynę. Jest ona postacią typową dla bohaterów Murakamiego, to znaczy stanowi pewną osobliwość, a bohatera napawa ciekawością. Z biegiem wydarzeń kobieta poznaje jeszcze jednego mężczyznę, przez którego zmienia się życie mężczyzny i kobiety. Opowiadanie zawiera w sobie metaforę, którą pojmujemy wraz z jego ostatnim zdaniem. Jest to opowieść tajemnicza, atmosferą przypominała mi powieść „Tańcz, tańcz, tańcz”. Niewątpliwie pozostawia w czytelniku wiele emocji.

Znalezione obrazy dla zapytania burning movie
„Płomienie” są thrillerem, który z opowiadania japońskiego pisarza wyciągnął wszystko, co najlepsze. Ogólny pomysł i metafora pozostają te same. Role bohaterów w znacznie rozbudowano, dokładniej przedstawiając ich emocje, zmieniając życiorysy, przestawiając wydarzenia tak, aby lepiej zbudować napięcie w tej dłuższej formie. Te same pozostały natomiast najważniejsze kwestie w opowiadaniu - choć ze względu na zmianę Japonii na Koreę, stodoły przemieniły się w szklarnie.


W filmie poza tym są elementy typowe dla powieści Murakamiego, przede wszsytkim chodzi o głównego bohatera. Jest samotny, wyobcowany, jego odizolowanie odzwierciedla również jego dom, stojący na głębokiej wsi, a Murakami właśnie na samotnych mężczyznach najczęściej skupia uwagę. Ponadto utrzymany został indywidualizm dziewczyny. Sposób wypowiadania i zachowania się bohaterów w „Płomieniach” też jest bardzo zbieżny z tym, jakie dialogi mógłby ułożyć Murakami, gdyby tylko „Spalenie stodoły” było powieścią. Myślę jednak, że autor stworzyłby inne zakończenie, ale nie oznacza to, że jednoznacznie mi się ono nie podobało.

Ciekawe było również przedstawienie środowiska Korei Południowej, kiedy życie bogatych spotkało życie zwykłych ludzi. Wyobcowanie o którym pisałam wyżej było uwidocznione właśnie w tym zjawisku, kiedy nagle młody pisarz (główny bohater) znalazł się obok zamożnego, wyniosłego mężczyzny, którego przypadkowo spotkała dziewczyna. Jego majątek potęguje uczucie nieufności wobec niego - widzimy, że jest bogaty, ale nie wiemy dlaczego, dlatego główny bohater mówi o nim 'Wielki Gatsby'.

Klimatem „Płomienie” kojarzą mi się z „Zaginioną dziewczyną”, którą uważam za świetny film; choć ta pierwsza ekranizacja ma w sobie większy spokój, niepokój bohaterów nie jest tak wyraźnie wyrażony przez zewnętrzne czynniki.
Choć przez wcześniejszą lekturę wiedziałam od początku, o co w przedstawionej historii chodziło, 148 minut filmu obejrzałam z ciekawością i w skupieniu. Chciałabym się jeszcze odwołać do swojej wcześniejszej uwagi o wnioskach z porównania opowiadania z filmem. Kiedy wyszłam z kina dotarło do mnie, że Murakami w kilkunastu stronach „Spalonych stodół” był w stanie przekazać mi tak właściwie te same emocje, które wywołał u mnie dobry, bardzo długi film. Choć te dwa dzieła różnią się od siebie, możemy rozpocząć poznawanie ich zarówno od przeczytania opowiadania, jak i od obejrzenia filmu. W obu przypadkach nic nie stracimy. 

poniedziałek, 14 stycznia 2019

„Istnieją nałogi, z których nie powinniśmy się leczyć” - „Melanżcholie”, Kaja Kowalewska. Recenzja

recenzje książek
Takim nałogiem może być poezja, od której nie możemy się oderwać. Dla wielu czytelników taką poezję pisze właśnie Kaja Kowalewska, czytelnikom znana jako Chaos. W krótki, poetycki sposób, opisuje te najgłębsze emocje, z którymi żyjemy na co dzień - pomaga nam je usłyszeć, pomaga im dojść do głosu. Ponieważ jej teksty trafiają w sedno, wiele z nich to przewijające się w internecie cytaty. Jest to poezja nowoczesna, jednak na szczęście nie idzie w kierunku niektórych popularnych ostatnio publikacji, gdzie sens każdego z wierszy pojmiemy za pierwszym razem. Tym bardziej że to 'melanż...', gdzie w niektóre myśli autorka wplątuje aspekty nieoczywiste, przez co czasem możemy się czuć lekko skonfundowani.


instrukcja obsługi syropu

anuluję wspomnienia na wysypisku sztuki”

„Melanżcholie” podzielone są na dwie części, na melanż i cholie. Obie są zbiorami krótkich form, w których wszystkie utwory krążą wokół tematu miłości, przede wszystkim zaś tęsknoty za nią. Najczęściej przy lekturze „Melanżcholi” odnoszę wrażenie, że jest to taka tęsknota, którą chce się czuć mimo bólu, taki nieoczywisty wyraz miłości i rozterek z nią związanych. Niektóre z zawartych tu zdań aż chciałoby się czasem wymówić do kochanej osoby.

Co charakteryzuje tę poetkę to z pewnością lingwistyka w jej poezji, którą ja zwłaszcza doceniam ze względów dosyć prostych - sama również postrzegam język w podobny sposób.


od mojego nieba się odnieb

W „Melanżcholiach”, wydanych przed zbiorem wierszy „Niebospiecznik”, możemy poza tym znaleźć fotografie z łódzkich ulic, a na nich kredą zapisane w mieście sentencje.
Co ważne jest w tej poezji, to że nie jest ona nastawiona tylko na jedną grupę czytelników. „Melanżcholie” to nie jest książka zrozumiała tylko dla tych, którzy spędzają z poezją wiele czasu, bo Kaja Kowalewska nie stara się na siłę utrudnić odbioru swoich tekstów. To piękne uczucia przybrane w piękne słowa.


ze wspomnień przy kawie

nie ma już dla ciebie żadnego miejsca
kawa łka




Kaja Kowalewska to polska poetka i pisarka, studiowała filologię polską i psychologię. Poza pisaniem zajmuje się również recenzją filmów i nauczaniem języka polskiego obcokrajowców. Zakochana w Łodzi, choć nie jest to jej rodzinne miasto. Do swoich utworów tworzy na gitarze muzykę.