poniedziałek, 3 września 2018

Tajemnice życia w metaforze zwanej tańcem - „Tańcz, tańcz, tańcz”, Haruki Murakami. Recenzja

„Ktoś nade mną płakał. Ktoś płakał nad tym, nad czym ja nie mogłem płakać.”

Powieść „Tańcz, tańcz, tańcz” jest kontynuacją powieści „Przygoda z owcą”, jednak ja, jak zwykle nękana przez klątwę nieczytania książek po kolei, najpierw przeczytałam tę. Nie zrobiło to żadnej różnicy, a jednak warto wiedzieć, że nie jest to książka istniejąca kompletnie samoistnie.
Murakami napisał ją po „Norwegian Wood”, książce, dzięki której stał się popularny, i która odbiegała od zwykłej twórczości autora - nie była utrzymana w realizmie magicznym. Mimo że w „Tańcz, tańcz, tańcz” mamy już elementy nierzeczywiste, to w przeważającej części, podobnie jak w książce ją poprzedzającej, jest pełno sentymentalizmu, rozważań, kwestii dorosłości. Jednak trochę się to przedstawienie dorosłości od tego w „Norwegian Wood” różni, bo tam czytaliśmy o życiu studenta, a tu mamy trzydziestoczteroletniego mężczyznę.

Bezimienny bohater czuje się zagubiony, jest trochę tajemniczy, nie znamy nie tylko jego imienia, ale również o jego przeszłości dostajemy szczątkowe informacje. Toleruje swoją pracę, polegającą na pisaniu wszystkich artykułów, których nikt inny nie chce pisać, i nazywa ją kulturalnym odśnieżaniem - jest to coś potrzebnego, ale nieciekawego. W dodatku życie mężczyzny przypomina hotel: ludzie do niego wchodzą, żeby zaraz wyjść i nie wrócić. Jedynie on pozostaje w jednym miejscu. Nieraz zastanawia się nad systemami rządzącymi światem, kapitalizmem, i dostrzega, że jest 'nie na czasie'.
Postać samotna, sama chodząca do kina i z dokładnością przyrządzająca jedzenie, które zje w swoim własnym towarzystwie. Jaki jest w takim bohaterze potencjał? O rany.


„To już nie są czasy takich czy innych systemów myślenia. Dawniej takie rzeczy miały wartość, ale teraz już nie. Wszystko można kupić za pieniądze. Nawet sposób myślenia. Można kupić odpowiedni i podłączyć się do niego. To proste. Gotowe do użytku. Wystarczy połączyć A i B. Kiedy człowiek za bardzo się przejmuje systemami, zostaje w tyle. Przestaje być elastyczny i zaczyna przeszkadzać innym.”

Taki bohater z pewnością nadaje się dla wolnego tempa, jakie ma ta książka. W tej historii się ono sprawdza, jest przemyślanym elementem, który jednak czyni powieść cięższą, niż się z pozoru być wydaje. Dlatego mimo, że akcja idzie gładko i bez potknięć, to czasem nie od razu jesteśmy w stanie się w to życie bohatera wciągnąć - tak przynajmniej było ze mną.
Mam też wrażenie, że właśnie przez to tak wiele osób po przeczytaniu „Tańcz, tańcz, tańcz” zaznacza, jak niełatwo jest o tej powieści coś powiedzieć. Zwyczajnie ciężko ją złożyć w jedno. Jest rozlazła jak gęsty płyn, który rozlał się nam na podłogę. Jak sprzątnąć z podłogi tę ciecz? Jak napisać taką recenzję? Można to i tak ująć.

Po raz kolejny rzeczą, którą trzeba u Murakamiego docenić, jest obecność muzyki -jak dla mnie zastanawiająca; bohater tyle o niej wie, a nie widzimy ku tak dobrej jej znajomości przyczyny, powodu, dla którego on by taką wiedzę posiadał. Może patrząc na tytuł nie powinniśmy się dziwić - w końcu do czego się tańczy, jak nie do muzyki? Ciekawe dlaczego?
Niezależnie jednak od tego, dlaczego tak właściwie w tej powieści pada tyle nazw utworów i zespołów, czyni to ją wartą polecenia komuś, kto chciałby poszerzać muzyczne horyzonty lub po prostu mu się taki element podoba.

To było o tej treściwej stronie książki. Tę abstrakcyjną trudniej opisać. Mamy tu postacie z pogranicza fantazji i takie też miejsca, a wszystko toczy się dookoła głównego bohatera, który w swoim przewróconym do góry nogami życiu próbuje odnaleźć odpowiednią ścieżkę. Świat rzeczywisty i ten z pogranicza snów mu w tym pomagają, jednak żeby mężczyzna mógł się znowu 'połączyć', muszą go w międzyczasie spotykać różne nieprzyjemności. Pojawiają się też w jego życiu ludzie nowi, dziwni, tajemniczy, będący kluczami do niektórych pytań. To idiotyzm.
Zastanawiam się, czy po przeczytaniu tej powieści ktokolwiek czuje, że może powiedzieć „chodziło tu o to i o to”. Ja raczej nie do końca tę metaforyczną fabułę rozumiem, ale jednocześnie mam wrażenie, że autor w ten właśnie sposób chciał nam przekazać coś ważnego, ale ulotnego, nie dającego się zamknąć w definicji, ale nam potrzebnego.

Wyglądasz bardzo zdrowo. Opalenizna jest czarująca. Wyglądasz jak duch café au lait. Ładnie byś wyglądała z jakimiś fantazyjnymi skrzydełkami na plecach i łyżeczką na ramieniu. Duch café au lait. Gdybyś została stronniczką café au lait, nie dorównałyby wam mocca, brazylijska, kolumbijska i Kilimandżaro razem wzięte. Na całym świecie ludzie piliby café au lait. Świat byłby zauroczony café au lait. Twoja opalenizna jest tak czarująca."

Wyrażenia: 'O rany', 'Ciekawe dlaczego?', 'Można to i tak ująć' i 'To idiotyzm', pojawiły się w recenzji w nawiązaniu do stylu powieści, który ma własną specyfikę, a objawia się ona między innymi w ciągłym powtarzaniu tych zdań.
  

 Haruki Murakami to japoński pisarz, eseista, i tłumacz amerykańskiej literatury. Zanim został pisarzem, prowadził jazzowy klub w Tokio. Impulsem do napisania książki był dla niego mecz bejsbolowy. Pierwszą napisał w wieku 30 lat na kuchennym stole, po pracy w barze. Kiedy ,,Słuchaj pieśni wiatru" wygrało pierwsze miejsce w literackim konkursie, Haruki zajął się pisaniem na poważnie. Regularnie bierze udział w maratonach. Według The Paris Review, Murakami uważa pisanie i muzykę za wewnętrzną podróż. Pragnął zostać muzykiem, jednak nie potrafił grać na żadnym z instrumentów, i jak można się domyślić, stanowiło to pewną przeszkodę.



Książka wydana w 1988, w Polsce ukazała się w roku 2005, za pośrednictwem wydawnictwa Muza. Tłumaczenie: Anna Zielińska-Elliott. Liczba stron: 530.

poniedziałek, 27 sierpnia 2018

Laleczki nocy - „Sandman, zabawa w ciebie. Część I”, Neil Gaiman. Recenzja

Czy śnicie czasem koszmary lub sny zmieniające życie? „Sandman. Zabawa w ciebie. Część I” to pierwsza połowa piątego tomu Sandmana, komiksu, którego tomy można czytać po kolei, lub w dowolnej kolejności. Znalazłam odnośnie tej odsłony historii Króla Snów żartobliwą uwagę Gaimana: „[...]it's most people's least favourite volume, and I love it all the more for that.” W przeciwieństwie do pierwszego tomu Sandmana, tutaj fabuła skupia się nie na postaci tytułowej, a na ludziach i tym, co dla nich sny oznaczają.
„Wiesz, co jest najstraszniejszego w złych snach? To, że coś dzieje się w twojej głowie i nie możesz nad tym zapanować. Zupełnie, jakbyś kryła w sobie złe światy. Ale to tylko ty... Jakbyś zdradzała samą siebie.”
W tej odsłonie Sandmana skupiono się na psychozie, jaka ogarnia umysł człowieka, kiedy ten śni. Poprzez sny bohaterów ukazane zostały ich niepokoje, a granica między tym co wyśnione, a rzeczywiste, zaczyna się zacierać. Co zrobisz, gdy okaże się, że Twoje sny są w rzeczywistości Twoim życiem?

Również poziom grozy nabrał tu zupełnie innego wymiaru niż w „Sandman. Preludia i Nokturny”. W „Zabawie w ciebie”, gdy jednej z bohaterek zrobiło się niedobrze, słabo zrobiło się i mnie. W jednym z rozdziałów (każdy z nich nazwany jest tytułem piosenki) mamy makabrę podaną bez znieczulenia.

Do przeczytania dla fanów abstrakcji wkraczającej w rzeczywistość i koszmarów znalezionych w niespodziewanych miejscach. 




Neil Gaiman to brytyjski pisarz (co rzuci Wam się w uszy, jeśli zechcecie kiedyś posłuchać któregoś z czytanych przez niego audiobooków), tworzący powieści dla dzieci i dorosłych, komiksy i opowiadania. Niektóre z nich zostały zekranizowane, na przykład strasząca młodszych "Koralina". Jest laureatem wielu wielu nagród, również World Fantasy Award - Gaiman był pierwszym, który otrzymał ją za komiks. Zawsze ubrany na czarno miłośnik kotów, który w polskiej literaturze najbardziej ceni ,,Rękopis znaleziony w Saragossie" Jana Potockiego.

Ilustratorzy komiksu:  Shawn McManus, Colleen Doran, Bryan Talbot, George Pratt, Stan Woch, Dick Giordano, Todd Klein.

czwartek, 23 sierpnia 2018

„Jak rozmawiać z dziewczynami na prywatkach”, reż.John Cameron Mitchell - kilka zachwytów nad ekranizacją opowiadania Neila Gaimana

Podobny obraz
Źródło: https://i0.wp.com/www.ageratingjuju.com/wp-content/uploads/2018/05/How-to-Talk-to-Girls-at-Parties-Age-Rating-2018-Movie-Poster-Images-and-wallpapers.jpg?fit=1044%2C588&ssl=1

Prawie nigdy nie oglądam ekranizacji powieści, bo trudno znaleźć taką, która by wnosiła coś wartościowego do moich wyobrażeń i przemyśleń z lektury. Inaczej jest z opowiadaniami, które według mnie stanowią dla filmu świetną podkładkę; na dużym ekranie można wtedy rozbudować fabułę, lub lepiej zobrazować bohaterów dzięki dobrej grze aktorów. Dlatego bardzo podobała mi się ekranizacja „Tajemnicy Brokeback Mountain”, opowiadania Annie Proulx, które przekształciło się w film pod reżyserią Ang'a Lee - gra aktorska Heath'a Ledgera i Jake'a Gyllenhaala wyniosła napisaną przez Proulx historię na zupełnie inny poziom.
Dzisiaj jednak skupię się na innym sposobie przekuwania opowiadania w film, ponieważ miałam okazję obejrzeć „Jak rozmawiać z dziewczynami na prywatkach”, czyli ekranizację rozpoczynającą się sceną z opowiadania Neila Gaimana, a idącą w kierunku, który był już inwencją twórców filmu.




Opowiadanie „Jak rozmawiać z dziewczynami na prywatkach” zostało wydane przez wydawnictwo Mag w zbiorze opowiadań „Rzeczy ulotne”. Jest to krótka historia o otwartej kompozycji, dotycząca dwóch chłopaków, którzy trafili na niewłaściwą imprezę. Jeśli kiedykolwiek czytaliście prace Gaimana, to możecie się domyślać, że musiało się tu wydarzyć coś dziwnego. Z dziewczynami na tytułowej prywatce jest "coś nie tak", a opowiadanie wydaje się nam mówić coś więcej, niż jak wyglądała niestandardowa noc z życia dwóch punków, jednak spotyka się to z wieloma interpretacjami. Twórcy filmu mieli własną, bardzo rozbudowaną - z niepozornego opowiadania stworzono wielotematyczne dzieło, zdecydowanie zdziwaczałe, ale poruszające w człowieku to coś, za co kocha się kinematografię.
Może to po prostu przedstawiony w „Jak podrywać dziewczyny na prywatkach” świat wciąga na tyle, że kiedy się w nim znajdujemy to odkrywamy coś nowego?

How to Talk to Girls at Parties Movie Review
Źródło: https://static.rogerebert.com/uploads/review/primary_image/reviews/how-to-talk-to-girls-at-parties-2018/hero_girls-parties.jpg
A oto tych kilka zachwytów, czyli dlaczego film poruszył mnie na tyle, że postanowiłam poświęcić mu trochę miejsca na tej stronie:


  • Jest to połączenie kilku gatunków, i ciężko ten film jednoznacznie sklasyfikować. Mamy tu wątek romantyczny, sporą dawkę science fiction, ktoś mógłby to też postrzegać jako dokumentalne przedstawienie czasów punku.
  • Czasy muzyki punkowej w Anglii i ideologia z nimi związana. Enn, główny bohater, nie czuje zainteresowania dziewczyną poznaną na imprezie tylko dlatego, że ma ją za dziwną. Dla niego uosabia ona ten nurt.
  • W związku z powyższym mamy ciekawy soundtrack.
  • Dużo tu abstrakcji, ale fabuła jest logiczna i zrozumiała.
  • Film jest szeroko zakrojoną interpretacją opowiadania, do którego każdy może sobie dużo dopowiedzieć; z filmem mamy to samo, widz może to rozbudować o swoje interpretacje. Jak (mniej więcej) powiedział w filmie Enn, zawodowiec w dziedzinie podrywu dziewczyn z nie swojej planety: „Jesteś ty, i jest dziewczyna, ale jak jesteście razem, to stajecie się jeszcze czymś innym.” Jest opowiadanie, i jest ten film, ale patrząc na nie całościowo, stają się one jeszcze czymś innym.
  • To się spodoba każdemu, kto jest fanem Gaimana, bo choć jest tu tylko niewielka część  jego twórczości, to taka historia równie dobrze mogłaby być fabułą powieści tego pisarza.
  • Eteryczna Elle Fanning w roli ukazującej delikatność i charakter jednocześnie.
  • Po co czytać to dalej, jakby się jeszcze wystarczająco wielu powodów ku obejrzeniu filmu nie miało? Nie ma już co śledzić wzrokiem tego układu słów, lepiej po prostu pójść do kina po własne wrażenia i myśli. Film podobno wywołał mieszane uczucia na festiwalu w Cannes, ale moje były jak najbardziej pozytywne.
Znalezione obrazy dla zapytania how to talk to girls at parties comic
Źródło: http://www.weseetheworldinbendaydots.com/uploads/7/5/7/0/75709061/how-to-talk-to-girls-at-parties-banner.jpg?1473810772


Mam nadzieję, że już rozumiecie, dlaczego lubię ekranizacje opowiadań. A jeśli Wy lubicie komiksy, to mam dobre wieści; opowiadanie Gaimana nie tylko było inspiracją do powstania filmu, zostało też przetworzone na formę obrazkową pod tym samym tytułem.